Napisała mi się nie przyjedzie do kościoła gdzie zawsze odbieram córkę i który jest w postanowieniu sądu, tylko mam przyjechać na jej osiedle o 11.15. Byłem parę minut wcześniej, poczekałem na nie jak wracały ulica. Córka ucieszyła się już z daleka jak mnie zobaczyła, pobiegła wyskoczyła na ręce aż się obróciliśmy. Przywitałem się z synem który siedział w wózku. Poczekam z córką aż M. przyniesie fotelik. Córka nawet nie chciała wejść do domu pomimo próśb M. Wsiedliśmy do auta, spytała gdzie będziemy. Odpowiedziałem, że u mnie. Zaczęła dalsze natarczywe pytania czy na pewno. Byliśmy u mnie w mieszkaniu, wyszliśmy też przed blok na plac zabaw. Początkowo zanosiło się, że będzie kropić ale wyszło słońce i nie padało. Córka zjadła obiad, upiekłem wcześniej schab, ryż i sałatkę. Do tego też zjadła później jogurt marchewkowy, jabłko pokrojone na spacerze. Rysowaliśmy też pisakami i kredkami. Odwiozłem ją o 17.03.
Jestem wykształconym młodym mężczyzną, ojcem 2 dzieci, którego życie zamieniło się w koszmar przez związek z niewłaściwą kobietą. Aktualnie przez chciwość byłej "żony" która oprócz dzieci zabiera mi też ponad 60% wynagrodzenia na alimenty, po opłaceniu mieszkania ledwo starcza mi na życie. Dodam tylko że otrzymuje ona także 500+ a żyje z moimi teściami, więc ma do dyspozycji nie pracując ponad 4200zł, koszty symboliczne a ciągle domaga się więcej. Jakim sposobem żyje sobie wygodnie moim kosztem podczas gdy ja popadam w depresję? Teściowie mają zaprzyjaźnionych adwokatów i lekarzy, razem z nimi zrobiła z moich dzieci bardzo chorowite przypadki choć nie dolega im nic poza powszechnie spotykanymi alergiami. Przez co nie zamierza pracować bo w teorii "musi zajmować się dziećmi". Notorycznie utrudnia mi kontakty z córką i synem. Nie respektuje ona w tym postanowienia co do kontaktów jakie mam prawo odbywać. Sprawa w sądzie toczy się już ponad 2 lata a na razie nie widać ...
Komentarze
Prześlij komentarz