Napisała mi się nie przyjedzie do kościoła gdzie zawsze odbieram córkę i który jest w postanowieniu sądu, tylko mam przyjechać na jej osiedle o 11.15. Byłem parę minut wcześniej, poczekałem na nie jak wracały ulica. Córka ucieszyła się już z daleka jak mnie zobaczyła, pobiegła wyskoczyła na ręce aż się obróciliśmy. Przywitałem się z synem który siedział w wózku. Poczekam z córką aż M. przyniesie fotelik. Córka nawet nie chciała wejść do domu pomimo próśb M. Wsiedliśmy do auta, spytała gdzie będziemy. Odpowiedziałem, że u mnie. Zaczęła dalsze natarczywe pytania czy na pewno. Byliśmy u mnie w mieszkaniu, wyszliśmy też przed blok na plac zabaw. Początkowo zanosiło się, że będzie kropić ale wyszło słońce i nie padało. Córka zjadła obiad, upiekłem wcześniej schab, ryż i sałatkę. Do tego też zjadła później jogurt marchewkowy, jabłko pokrojone na spacerze. Rysowaliśmy też pisakami i kredkami. Odwiozłem ją o 17.03.
Z uwagi na fakt że w zeszły weekend zabrałem dzieci do siebie (Widzenie przełożone z 20-21.04.2019 z uwagi na moją chorobę) żeby dzieci nie były 3 weekendów z rzędu u mnie zgodziłem się zabrać jedynie na sobotę i odwieźć o 17. Zabrałem je na spacer nad jezioro, na plac zabaw, na obiad, pojechaliśmy także do dziadków bo pogoda się popsuła.
Komentarze
Prześlij komentarz