Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z lipiec, 2018

28-29.07.2018 Weekend

M napisała że 28.07 córka jest zaproszona do parku linowego i że mam 1-dnia zabrać tylko syna a jak go odwiozę o 17 to wtedy zabrać córkę. Tam zrobiłem. Pierwszy dzień z synem, wieczór i drugi z córką. Spędziliśmy je dosyć aktywnie. Byliśmy też na teatrzyku. Dzieci widać były zadowolone.

24.07.2018 Wtorek

Przyjechałem 16.15. Powiedziała że dzieci dopiero jedzą i że mam przyjść za pół godziny. Czekałem przed domem 40minut. Poszedłem potem z dziećmi na spacer, oczywiście nigdzie daleko nie mogłem bo córka chora tym razem podobno rozwolnienie temperatura. Poszliśmy się schować trochę przed słońcem bo upał niemiłosierny. Zrobiliśmy kółko to córka się pochwaliła mamie że byliśmy w lesie, to od razu awantura że jak będzie chora to będzie moja wina, że mówiła że nigdzie daleko a do tego że za krótko się dziećmi zajmuje. A byłem 2h. Jak widać same sprzeczności, i tylko dzieci musiały tego wysłuchiwać. Szkoda.

18.07.2018 Środa

Córka nadal w szpitalu. Umówiliśmy się że moja mama przyjedzie rano do niej i ja ją po pracy zmienię. Jednak M zmieniła plany i oznajmiła że o 11 przyjedzie teściu a o 15:30 teściowa więc moja mama nie będzie potrzebna. Powiedziałem że i tak mam zamiar do córki przyjechać po pracy jak ustaliliśmy i jej obiecałem więc niech nie zmienia planów. Teść jak przyjechał to oznajmił że nie ma ochoty wysłuchiwać relacji z wizyty lekarza i niczego co moja mama chciała przekazać bo nie wiedziała czy zobaczy się z M. Jak pojechałem po pracy to oczywiście nie raczył odpowiedzieć dzień dobry, wykonywał ostentacyjnie energiczne ruchy którymi zbierał swoje rzeczy, wyszedł przed sale i czekał na przyjazd teściowej. Ta kilkukrotnie nalegała że to ona zostanie i że jestem wolny. Powiedziałem że nie tak się umawiałem z M i że zostanę z córką aż M przyjedzie. Również powiedziałem że jutro może moja mam przyjechać to najpierw powiedziała że ustali ze swoimi rodzicami a na koniec że niech nie przyjeżdża. Córk...

15.07.2018 niedziela

Miałem spędzać drugi dzień z córką u siebie. Niestety córka w szpitalu. Pojechałem więc do niej od 13.40 do 18.40 wtedy przyjechała M mnie zmienić. Rysowaliśmy razem, czytałem bajkę. Humor miała dobry, uśmiechała się, nie skarżyła się że ja coś boli. M wymagała tylko żebym nie chodził do pracy i przychodził do dziecka. Za nic tłumaczenia że przy obecnych kwotach nie mogę sobie pozwolić na takie długie nieobecności przy których bez godzin twórczych nie będę miał za co żyć. Mówiła że nic ją to nie obchodzi. Niestety posiadanie pracy aktualnie jest priorytetem bo bez tego przy obecnych kwotach zobowiązań nic tylko wpaść pod pociąg.

13.07.2018 piątek

Dostałem w pracy informacje że córka ma skierowanie od rodzinnego do szpitala. M wymagała żebym przyjechał już teraz bo za ponad godzinę wróci teściowa I do tego czasu żebym był z młodym. Sprawdziłem na rozkładzie że ani pociąg ani tramwaj I autobus nie przewiozą mnie w tym czasie. Mówiłem że najwcześniej mogę być w przeciągu godziny jeśli nie będzie opóźnień. Nie docierały żadne tłumaczenia.

30.06-01.07.2018 Weekend

Zabrałem dzieci do siebie. W sobotę odwiozłem syna i zostałem do 17 w niedzielę z córką. Nie było problemów, odwiozłem ten buciki syna i ręcznik który został poprzednik razem. M na sam koniec oskarżyła że brakuje jeszcze czapeczki. Nic dotąd nie zginęło z rzeczy dzieci, a już 2 razy oskarżyła że czegoś nie oddałem a co się potem u nich znalazło.