Przyjechałem pod dom dzieci 16:30. Niestety nikt nie otwierał choć widziałem samochód, szczekającego psa i ruchy na ogródku. Czekałem 20 minut, przyjechała żona z dziećmi, powiedziała że myślała że przyjadę jutro. Co prawda była taka propozycja wysunięta przez nią dzień wcześniej ale odpisałem jej żeby wyjaśniła bardziej w jaki sposób chce zmieniać postanowienia sądu i nie odpisała do tej pory. Oznajmiła że dzieci idą teraz jeść. Poszły do domu, czekałem na murku przed. Widać było że bardzo chcą wyjść jak najszybciej do mnie. Zabrałem je na wspólny spacer, na lody, potem na plac zabaw. Odprowadziłem i córka pomimo że cały czas była uśmiechnięta, żwawa, aktywna, powiedziała mamie że się czuje "okropnie", aż mnie zatkało. Żona ruszyła na mnie że za długo z nimi byłem (ok 1,5h)... Jak widać nawet prosty spacer przeważnie kończy się awanturą.