Kolejna wizyta, kolejne krzyki w wykonaniu M. Na wstępie słyszałem że chce mi wydać dwójkę na spacer, wtrącił się teść że młody jest przeziębiony I mam iść tylko córka. Wtedy M od razu zmieniła zdanie i powiedziała że młody jest przeziębiony I nie może wyjść. A widzę że byli wszyscy cały czas na dworze przed domem, twarz nawet syn miał spaloną od słońca. Pytam się M że jak to jest że z nią może być cały czas na dworze a ze mną na spacer nie może iść. Ona na to że nie o to chodzi że ona nie wie gdzie ja tam chodzę że tam wiatry... A potem już nie wiedziała co powiedzieć to że ja ostatnio całe dnie dzieci wietrze na placu zabaw a jej to nie pasuje. Trudno zabrałem córkę na krótki spacer, kupiłem jej loda tyle co zdążyliśmy przyjść na plac zabaw zaczęło powoli grzmieć i tylko to. M już od razu dzwoni że mamy od razu wracać. Mówię jej że bedziemy za 10 minut bo musimy dojść, ona że jestem nie poważny itp itd. Szliśmy w stronę domu, lekko zaczęło przez chwilę kropić, jakieś może 20 kropelek spadło na córkę, ona cała w uśmiechu ręce rozłożyła na boki, wziąłem ja na ręce, w tym czasie po chwili przestało już kropić, przeniosłem pod dom gdzie M już z młodym na rękach w drzwiach i ruszyła na mnie że co to ja sobie wyobrażam że już pół godziny się zbiera na burze, że dziecko całe mokre... Szkoda słów, bardziej mokra chyba jest jak podejdzie na ogródku pod spryskiwacz, albo poleje się piciem, pewnie równie tyle radości jej to sprawi. Niestety M takich rzeczy nie widzi i robi awantury o nic. Nie chciałem dzieci narażać na dalszy krzyk, odjechałem, jakiegokolwiek deszczu na razie nie widać, może w nocy popada.
Z uwagi na fakt że w zeszły weekend zabrałem dzieci do siebie (Widzenie przełożone z 20-21.04.2019 z uwagi na moją chorobę) żeby dzieci nie były 3 weekendów z rzędu u mnie zgodziłem się zabrać jedynie na sobotę i odwieźć o 17. Zabrałem je na spacer nad jezioro, na plac zabaw, na obiad, pojechaliśmy także do dziadków bo pogoda się popsuła.
Komentarze
Prześlij komentarz