Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z listopad, 2018

27.11.2018 Wtorek

Pojechałem do dzieci po pracy. Na wstępie informacja z poziomu drzwi że córka nie wyjdzie bo jest chora. Zabrałem więc syna na spacer, na plac zabaw. Zapaliliśmy tam światło, chwilę się pobawiliśmy. Odprowadziłem go do domu po ok 45 minutach. Wszedłem na chwilę na piętro zobaczyć córkę. Była w pokoju, bawiła się zabawkami. Pełna energii chodziła po pokoju. Nie miała oznak choroby. Pozwana siedziała za ścianą, wiec syn do niej biegał. Po przyjściu do domu teścia pożegnałem się i oddaliłem.

24.11.2018 Sobota

Przyjechałem do dzieci w zmian za moją nieobecność tydzień wcześniej. Zaproponowałem przełożenie spotkania z 16-17.11 na kolejny weekend. M odpisała po 11 dniach czyli w dzień przed kolejnym weekendem że godzi się jedynie na zabranie w dzień i że mam odwieźć córkę na noc. Zabrałem więc dzieci do siebie, byliśmy na placu zabaw i bawiliśmy się wspólnie w domu. Czytałem im bajkę, zjedliśmy obiad i odwiozłem ich na 17. Córka mówiła że mama powiedziała jej że to ja nie chciałem żeby u mnie spała co było nie prawdą. Mówiła że za mną tęskni i że lubi bardziej ze mną spędzać czas niż z "panem Tomkiem". Pokazałem jej zdjęcia z jej dzieciństwa jak trzymałem ją na rękach, zrobiło się jej smutno, spytałem się jej dlaczego to powiedziała że się wzruszyła. Powiedziałem że tak samo ją mogę tulić teraz jak wtedy. Przytuliłem ją to powiedziała że mnie bardzo kocha.

07.11.2018 Środa

Przyjechałem do dzieci, teściowa oznajmiła że syn śpi i nie wyjdzie, wyszła tylko z córką. Zabrałem ją na krótki spacer i na plac zabaw. Zapiliśmy światło na boisku więc wszystko było widać. Córka nie chciała wracać do domu ale odprowadziłem ją po ok 40 minutach bo nie było zbyt ciepło na dłuższe zabawy.

03.11.2018 Sobota Biedne dziecko

Spędziłem wspaniały dzień z dziećmi, byliśmy też w drugiej połowie dnia u babci. Dzieci uradowane, nie chciały już wracać. Córka chciała jechać ze mną na noc i kolejny dzień do czasu awantury przed domem teściów. Odwiozłem syna wypakowałem jego rzeczy. Pozwana tak długo stała w otwartych drzwiach samochodu i namawiała córkę żeby nie jechała do mnie aż ta zmieniła zdanie. Teść wyszedł zaczął krzyczeć to już w ogóle dziecko się zaczęło bać i przytakiwało tylko mamie. Pozwana wysadziła córkę i poszli do domu, tam już teść kazał jej zdjąć buty. Jak podszedłem żeby na chwilę wyszła to teść oznajmił że nie ma już butów i nie wyjdzie. Biedne dziecko. W ciągu dnia będąc jeszcze u mnie, mówiła co jej mama kazała mi powiedzieć, widać było że te 2 zdania mówi jakby się ich nauczyła na pamięć a sama nie zgadza się z tymi słowami bo zaczęła się z tego śmiać. Do czasu aż zaczęli krzyczeć wszystko było ok, dziecko chciało ze mną być. Pozwana za każdym razem usilnie namawia dziecko żeby nie przyjeżdż...