Po pracy pojechałem prosto do dzieci, na wstępie przez dłuższy czas nikt mi nie otwierał, widziałem że córka bawi się za domem, mojego wołania nie słyszała. Po otwarciu furtki podszedłem do niej i zaproponowałem wyjście na rower, bo ostatnio o nim rozmawialiśmy. Ucieszyła się bardzo. Od razu teściowa wtrąciła się a co z synem, poinformowałem M że pójdę na chwilę z córką pouczyć ją jeździć na rowerze potem przyjdę i pójdę z synem. Oczywiście odpowiedziała że nie mogę, że mam być z dwójką i nie mogę wyjść z córką. To w takim razie zaproponowałem że pójdę najpierw z synem na krótki spacer wrócę i wyjdę z córką na rower. Tego też nie mogłem. M zaczęła podnosić głos, przyszła teściowa zabrała syna z przed domu. Powiedziałem jej żeby oddała moje dziecko bo idę z nim na spacer, za 3 razem oddała. M usilnie kazała córce wyjść za nami na spacer, próbowałem jej wytłumaczyć że też bym bardzo chciał spełnić jej prośbę o pomoc w nauce jazdy na rowerze ale mama ani babcia się nie godzą. Córka nie ch...