Po pracy pojechałem prosto do dzieci, na wstępie przez dłuższy czas nikt mi nie otwierał, widziałem że córka bawi się za domem, mojego wołania nie słyszała. Po otwarciu furtki podszedłem do niej i zaproponowałem wyjście na rower, bo ostatnio o nim rozmawialiśmy. Ucieszyła się bardzo. Od razu teściowa wtrąciła się a co z synem, poinformowałem M że pójdę na chwilę z córką pouczyć ją jeździć na rowerze potem przyjdę i pójdę z synem. Oczywiście odpowiedziała że nie mogę, że mam być z dwójką i nie mogę wyjść z córką. To w takim razie zaproponowałem że pójdę najpierw z synem na krótki spacer wrócę i wyjdę z córką na rower. Tego też nie mogłem. M zaczęła podnosić głos, przyszła teściowa zabrała syna z przed domu. Powiedziałem jej żeby oddała moje dziecko bo idę z nim na spacer, za 3 razem oddała. M usilnie kazała córce wyjść za nami na spacer, próbowałem jej wytłumaczyć że też bym bardzo chciał spełnić jej prośbę o pomoc w nauce jazdy na rowerze ale mama ani babcia się nie godzą. Córka nie chciała iść z bratem razem na spacer i wróciła się do domu. Zrobiłem dłuższe kółko z synem w wózku, także chwilę po nogach i na placu zabaw, wróciłem i córka ucieszyła się że wreszcie może ze mną wyjść. Asekurowałem ją na rowerze, podjechaliśmy też na plac zabaw gdzie spotkała swoje koleżanki, bawiłem się z całą trójką. Było słonecznie, upalnie. Dałem jej wody. Wróciliśmy ok 18:45 po moich prośbach, córka chciała zostać dłużej. M oczywiście awantura dlaczego tak późno wracam że mam kąpać dzieci teraz. Dziwiłem się że nie wykąpała syna jeszcze skoro zawsze był kąpany dużo wcześniej. Pożegnałem się z dziećmi. Szkoda że pod pretekstem nierównego traktowania dzieci M wraz z teściową nie pozwalają na wiele aktywności dostosowanych do wieku każdego z nich osobno, zabraniając m.in. lekcji jazdy na rowerze pomimo że dziecko bardzo tego chce a teściowa kolejny raz ingeruje w przebieg spotkań.
Z uwagi na fakt że w zeszły weekend zabrałem dzieci do siebie (Widzenie przełożone z 20-21.04.2019 z uwagi na moją chorobę) żeby dzieci nie były 3 weekendów z rzędu u mnie zgodziłem się zabrać jedynie na sobotę i odwieźć o 17. Zabrałem je na spacer nad jezioro, na plac zabaw, na obiad, pojechaliśmy także do dziadków bo pogoda się popsuła.
Komentarze
Prześlij komentarz