Pozwana nie dosyć że kazała mi wybierać między jednym dzieckiem a drugim to jeszcze młodszego zostawiła pod opieką osób które uniemożliwiły realizację kontaktu (swoich rodziców). Wiedząc że pojedzie na godz 17 z córką na drzwi otwarte do kolejnej szkoły podstawowej, zwolniłem się z pracy wcześniej i dojechałem tam o 16:30 myśląc że zdarzę zabrać córkę przed ich wyjściem na plac zabaw. Prosiłem żebym mógł zabrać córkę zabiorę ją na plac zabaw a jak będzie jechać do przedszkola to niech zabierze syna i go podwiezie do mnie to spędzę z nim czas wtedy jak pojadą do szkoły. Pozwana oznajmiła że dzieci jeszcze jedzą i teraz nie wyjdą. Czekałem przed domem do 16:48 kiedy wyszła pozwana z córką. Zabrałem ją na plac zabaw, spotkała tam koleżanki. O godz 17:03 pozwana podjechała pod plac zabaw i oznajmiła że syn nie chciał się iść. Powiedziała że mam sobie po niego pójść i sam go ubrać. Po chwili spytała a co ze szkołą czy nie jadę? Powiedziałem: "a co z synem"? oraz czy nie mogę pojec...
Dyskryminacja mężczyzny przez prawo rodzinne na co dzień