Przejdź do głównej zawartości

27.02.2019 Środa

Pozwana nie dosyć że kazała mi wybierać między jednym dzieckiem a drugim to jeszcze młodszego zostawiła pod opieką osób które uniemożliwiły realizację kontaktu (swoich rodziców). Wiedząc że pojedzie na godz 17 z córką na drzwi otwarte do kolejnej szkoły podstawowej, zwolniłem się z pracy wcześniej i dojechałem tam o 16:30 myśląc że zdarzę zabrać córkę przed ich wyjściem na plac zabaw. Prosiłem żebym mógł zabrać córkę zabiorę ją na plac zabaw a jak będzie jechać do przedszkola to niech zabierze syna i go podwiezie do mnie to spędzę z nim czas wtedy jak pojadą do szkoły. Pozwana oznajmiła że dzieci jeszcze jedzą i teraz nie wyjdą. Czekałem przed domem do 16:48 kiedy wyszła pozwana z córką. Zabrałem ją na plac zabaw, spotkała tam koleżanki. O godz 17:03 pozwana podjechała pod plac zabaw i oznajmiła że syn nie chciał się iść. Powiedziała że mam sobie po niego pójść i sam go ubrać. Po chwili spytała a co ze szkołą czy nie jadę? Powiedziałem: "a co z synem"? oraz czy nie mogę pojechać z nimi? Oznajmiła że wykluczone. Jak spytałem się dlaczego to się zaśmiała i odpowiedziała że "to chyba oczywiste". Biorąc pod uwagę że auto i tak miałem 500m dalej pod ich domem, postanowiłem że zabiorę syna też na plac zabaw żeby nie czuł się pokrzywdzony. Niestety tam czekali już dziadkowie, gdzie teść z telefonem w ręku nagrywał, teściowa kurczowo trzymała wnuka. Teść otworzył drzwi i oznajmił że mam go ubrać, próbowałem go przytulić ale i przymknąć drugie drzwi po czym teść tak energicznie je pchnął że trzasnęły o kaloryfer. Dziecko się wystraszyło, od razu zaczęli mnie atakować że dziecko się mnie boi, teściowa kurczowo złapała mojego syna, teść zaczął krzyczeć w kółko te same zdania "Ze mam się uspokoić" co było absurdem bo to on krzyczał. Że niby od 3 tygodni się mnie boi. Jakoś dziwne że tydzień temu dzieci były u mnie na weekend i syn wykazywał zgoła przeciwną reakcję. Jedynie problem występuje gdy tam przyjeżdżam, nie ma dnia żeby nie robili awantury. Dziecko prawdopodobnie kojarzy już sobie te dni z krzykiem. Do tego pytają się podczas krzyków 2 latka czy chce się ubrać i karzą mu o tym decydować. Jeśli powie że nie chce zabraniają mi realizować z nim kontakty.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Po co to?

Jestem wykształconym młodym mężczyzną, ojcem 2 dzieci, którego życie zamieniło się w koszmar przez związek z niewłaściwą kobietą. Aktualnie przez chciwość byłej "żony" która oprócz dzieci zabiera mi też ponad 60% wynagrodzenia na alimenty, po opłaceniu mieszkania ledwo starcza mi na życie. Dodam tylko że otrzymuje ona także 500+ a żyje z moimi teściami, więc ma do dyspozycji nie pracując ponad 4200zł, koszty symboliczne a ciągle domaga się więcej. Jakim sposobem żyje sobie wygodnie moim kosztem podczas gdy ja popadam w depresję? Teściowie mają zaprzyjaźnionych adwokatów i lekarzy, razem z nimi zrobiła z moich dzieci bardzo chorowite przypadki choć nie dolega im nic poza powszechnie spotykanymi alergiami. Przez co nie zamierza pracować bo w teorii "musi zajmować się dziećmi". Notorycznie utrudnia mi kontakty z córką i synem. Nie respektuje ona w tym postanowienia co do kontaktów jakie mam prawo odbywać. Sprawa w sądzie toczy się już ponad 2 lata a na razie nie widać ...

04.05.2019 Sobota

Z uwagi na fakt że w zeszły weekend zabrałem dzieci do siebie (Widzenie przełożone z 20-21.04.2019 z uwagi na moją chorobę) żeby dzieci nie były 3 weekendów z rzędu u mnie zgodziłem się zabrać jedynie na sobotę i odwieźć o 17. Zabrałem je na spacer nad jezioro, na plac zabaw, na obiad, pojechaliśmy także do dziadków bo pogoda się popsuła.

07.06.2018 Czwartek

M. poinformowała że czeka z dziećmi w przychodni w mieście. Zadzwoniłem do niej bo nie wiedziałem co to oznacza. Córka była zapisana na badanie do lekarza, więc zawróciłem z dworca i pojechałem tam prosto. Byłem wcześniej niż u nich ok 16:20. Zabrałem dzieci na pobliski plac zabaw i na spacer. Potem przyjechała teściowa i zabrała syna do domu. Spędziłem z córką czas, poszliśmy też na chwile na zewnątrz. Po 19:40 wyszedłem.