M poinformowała rano że ponownie nie przywiezie dzieci do kościoła skąd miałem odebrać córkę, tylko mam podjechać o 11:30 pod jej dom. Po mszy św o 11.30 pojechałem więc do nich., więc zanim obróciłem w 2 strony minęło 20 minut. Córka cała szczęśliwa że do mnie przyjedzie. Malowaliśmy kolorowanki, składaliśmy papierowy model, graliśmy w gry, zabawa walkie talkie. Potem podjechaliśmy do dziadków gdzie zobaczyliśmy szczeniaczka, graliśmy w gry i zjedliśmy obiad. Na końcu memo, tańce i ciasto. Córka nie chciała wyjść, tak się bawiła. Udało się w końcu ją namówić że zabawę dokończymy następnym razem. Wróciliśmy 17.15 o co oczywiście M miała pretensje i nieprzyjemne skomentowała przy dziecku. Szkoda że nie daruje sobie takich komentarzy w sumie przez nią i tak łączny czas u mnie w domu był krótszy bo kazała mi dodatkowo jeździć.