Prosto po pracy pojechałem do dzieci, byłem 16:30. Dałem dzieciom małe drobiazgi, gre i kaczuszkę. Córka skomentowała słowami: "a dziadek powiedział że taka kupuje beznadziejne gry".
Podczas gdy karmiłem syna, córka zaczęła malować kredkami na stoliczku, chwile potem bawiłem się z synem, pluszakami, czytałem książeczki, podeszliśmy razem do stoliczka. Syn chwycił na moment niebieską kredkę i zrobił kreskę na kartce córki. Od razu mu ją odebrałem żeby nie zrobił sobie krzywdy. Córka nie była z tego powodu szczęśliwa i zareagowała dosyć gwałtownie. Zająłem syna czymś innym i chwile potem teść przyszedł do góry po schodach. Córka poskarżyła się mu że brat jej namalował kredką po obrazku. Teść ruszył na mnie z krzykiem że pozwalam bawić się niebezpiecznymi przedmiotami dzieciom. Powiedziałem żeby przestał krzyczeć przy dzieciach. Ponownie krzyczał jak oboje z M zaczynali schodzić w dół, zamknęli bramkę a syn zaczął wyciągać ręce do góry i rozpłakał się na widok odchodzącej mamy. Córka widząc że trzymam na ręce syna chciała zejść na dół. Teść z krzykiem: "masz się teraz bawić z tatą!". Córka w płacz. Wziąłem dzieci do pokoju zamknąłem drzwi i uspokoiłem córkę ją przytulając i czytaliśmy bajki. Uśpiłem syna i dokończyliśmy bajkę z córką. Wyszedłem 19:07. Dzień pełen napięć krzyku płaczu. Szkoda że musiał się odbyć w tamtym domu.
Komentarze
Prześlij komentarz