M poinformowała rano że ponownie nie przywiezie dzieci do kościoła skąd miałem odebrać córkę, tylko mam podjechać o 11:30 pod jej dom. Po mszy św o 11.30 pojechałem więc do nich., więc zanim obróciłem w 2 strony minęło 20 minut. Córka cała szczęśliwa że do mnie przyjedzie. Malowaliśmy kolorowanki, składaliśmy papierowy model, graliśmy w gry, zabawa walkie talkie. Potem podjechaliśmy do dziadków gdzie zobaczyliśmy szczeniaczka, graliśmy w gry i zjedliśmy obiad. Na końcu memo, tańce i ciasto. Córka nie chciała wyjść, tak się bawiła. Udało się w końcu ją namówić że zabawę dokończymy następnym razem. Wróciliśmy 17.15 o co oczywiście M miała pretensje i nieprzyjemne skomentowała przy dziecku. Szkoda że nie daruje sobie takich komentarzy w sumie przez nią i tak łączny czas u mnie w domu był krótszy bo kazała mi dodatkowo jeździć.
Jestem wykształconym młodym mężczyzną, ojcem 2 dzieci, którego życie zamieniło się w koszmar przez związek z niewłaściwą kobietą. Aktualnie przez chciwość byłej "żony" która oprócz dzieci zabiera mi też ponad 60% wynagrodzenia na alimenty, po opłaceniu mieszkania ledwo starcza mi na życie. Dodam tylko że otrzymuje ona także 500+ a żyje z moimi teściami, więc ma do dyspozycji nie pracując ponad 4200zł, koszty symboliczne a ciągle domaga się więcej. Jakim sposobem żyje sobie wygodnie moim kosztem podczas gdy ja popadam w depresję? Teściowie mają zaprzyjaźnionych adwokatów i lekarzy, razem z nimi zrobiła z moich dzieci bardzo chorowite przypadki choć nie dolega im nic poza powszechnie spotykanymi alergiami. Przez co nie zamierza pracować bo w teorii "musi zajmować się dziećmi". Notorycznie utrudnia mi kontakty z córką i synem. Nie respektuje ona w tym postanowienia co do kontaktów jakie mam prawo odbywać. Sprawa w sądzie toczy się już ponad 2 lata a na razie nie widać ...
Komentarze
Prześlij komentarz