Chciałem zabrać dwójkę na spacer. Ubierałem syna i prosiłem córkę żeby założyła spodnie. Ta nie przestawała się się bawić mimo tego że mówiła cały czas co będzie robić na spacerze. W końcu spytałem czy idzie z nami czy zostaje. Najwyraźniej widząc że syn idzie z nami nie chciała iść. Powiedziałem więc jej że możemy pójść sami jak syn pójdzie spać. Poszedłem więc na pół godziny z synem na spacer do lasu. Ładna pogoda, śpiew ptaków. Najbardziej zafascynowany był strumykiem. Po przyjściu M zabrała syna na obiad. Bawiliśmy się razem, po obiedzie przyniosła syna do nas. Kiedy położyłem go spać, zaproponowałem córce spacer czym mocno się ucieszyła. Poszliśmy na godzinkę nad stawki mimo że córka chciała zrobić większą trasę musiałem ją trochę ograniczyć. Z widokiem na jezioro dałem jej na ławce pokrojone jabłko, własne ciasteczka, ogrzaną wodę. Wróciliśmy i za jakiś czas zeszła na dół na obiad, syn jeszcze spał. Obudził się i bawiliśmy się do końca. Córka sama zachęcała brata aby próbował na nią wsiąść jak na konika. Pomogłem mu wejść bo nie raz już tak się bawili. Po fakcie poszła powiedzieć teściowi o zabawie a ten niemiło odburknął że mam sam sobie syna na głowę wsadzić, co mi powtórzyła. Jak widać teść nie potrafi się pohamować od nieuprzejmych komentarzy nawet w trakcie zabaw.
Z uwagi na fakt że w zeszły weekend zabrałem dzieci do siebie (Widzenie przełożone z 20-21.04.2019 z uwagi na moją chorobę) żeby dzieci nie były 3 weekendów z rzędu u mnie zgodziłem się zabrać jedynie na sobotę i odwieźć o 17. Zabrałem je na spacer nad jezioro, na plac zabaw, na obiad, pojechaliśmy także do dziadków bo pogoda się popsuła.
Komentarze
Prześlij komentarz