Pozwana oznajmiła że w sobotę jest dzień otwarty w szkole podstawowej gdzie zamierza udać się z córką. (17.02. Przesłała harmonogram 3 szkół podstawowych i 3 przedszkoli, większość w godzinach mojej pracy i oczekiwała że będę je objeżdżał). Jako że szkoła do której szły w sobotę była ta gdzie chciałbym żeby córka poszła to udałem się do niej na godz 10. Drzwi otwarte jak to w szkole podstawowej zorganizowane były w sposób atrakcyjny dla dzieci, zabawy, zadania, zbieranie pieczątek. Spędziłem tam z córką 2 godz do 12. Potem pod szkołę podjechała teściowa z synem. Przepakowałem foteliki i zabrałem dzieci do swojego samochodu. Córka ochoczo sama zajęła miejsce, syn jak tylko wziąłem usiadł w samochodzie także nabrał zapału. Córka prosiła żebym jeszcze podjechał pod ich dom żeby zabrać misia, co uczyniłem. Zabrałem dzieci do siebie, pogoda była ładna, prosiły mnie żeby na chwilę zatrzymać się na placu zabaw co uczyniliśmy. Były radosne, uśmiechnięte. Syn chętnie zjeżdżał w rurze, córka równie chętnie na tyrolce. W domu zjedliśmy obiad, bawiliśmy się wspólnie, syn niejednokrotnie podchodził się przytulić. Przebrałem mu ostatni raz pieluchę przed wyjściem, zabrałem dwójkę i odwieźliśmy syna planowo na 17. Pozwana nawet nie podeszła do samochodu. Z córka spędziliśmy kolejny dzień, byliśmy w kościele, ugotowałem obiad, czytałem jej bajkę i wspólnie pojechaliśmy po szafkę na jej zabawki. Chętnie z tym uczestniczyła. Odwiozłem ją planowo na 17 w niedzielę, gdzie po tym jak zapytała się pozwanej czemu nie podeszła do niej do samochodu ta ruszyła na mnie czemu jej nie powiedziałem że w nim była. Córka trzymała 2 żelki które jej zostały z tych co jej tego dnia kupiłem. Wyciągnęła ręce z kieszeni i pokazała jej pozwanej. Ta od razu oznajmiła że to te co jej zostały od ostatniego razu i że nie zjadła. Nawet jak jej kupuje ulubionego cukierka to pozwana wmawia dziecku że to ona jej go dała.
Jestem wykształconym młodym mężczyzną, ojcem 2 dzieci, którego życie zamieniło się w koszmar przez związek z niewłaściwą kobietą. Aktualnie przez chciwość byłej "żony" która oprócz dzieci zabiera mi też ponad 60% wynagrodzenia na alimenty, po opłaceniu mieszkania ledwo starcza mi na życie. Dodam tylko że otrzymuje ona także 500+ a żyje z moimi teściami, więc ma do dyspozycji nie pracując ponad 4200zł, koszty symboliczne a ciągle domaga się więcej. Jakim sposobem żyje sobie wygodnie moim kosztem podczas gdy ja popadam w depresję? Teściowie mają zaprzyjaźnionych adwokatów i lekarzy, razem z nimi zrobiła z moich dzieci bardzo chorowite przypadki choć nie dolega im nic poza powszechnie spotykanymi alergiami. Przez co nie zamierza pracować bo w teorii "musi zajmować się dziećmi". Notorycznie utrudnia mi kontakty z córką i synem. Nie respektuje ona w tym postanowienia co do kontaktów jakie mam prawo odbywać. Sprawa w sądzie toczy się już ponad 2 lata a na razie nie widać ...
Komentarze
Prześlij komentarz