Przyjechałem do dzieci ok 17:10 bo odbierałem samochód od mechanika. Czekałem parę minut pod furtką. Przez okno na piętrze widziałem że najpierw zauważyła mnie tam stojąca córka, usłyszałem ją i zobaczyłem machającą w moją stronę, od razu pobiegła prawdopodobnie na dół. Chwilę później na piętrze pojawił się w oknie syn i usłyszałem jak krzyczy "tataaaa". Słychać było że to okrzyk bardziej z radości że mnie zobaczył. Jakie było moje zdziwienie jak chwilę później zobaczyłem tylko córkę przy drzwiach i pozwaną ją ubierającą. Wyszły i zapytałem o syna czemu go nie ma. Pozwana odparła że nie chce iść. Poprosiłem ją żeby zniosła syna na dół bo chcę go się osobiście zapytać czy nie chce iść. Nie łatwo ją przekonać, przy czym pozwana nalegała żeby córka weszła w tym czasie do domu a nie stała ze mną przed. Córka była w pełni ubrana więc nie zasadnym było żeby wchodziła się gotowała w domu, tym bardziej że chciała ze mną zostać. Pozwana stwierdziła że to ona decyduje że córka ma się cofnąć do domu. Powiedziałem że w czasie moich kontaktów ja decyduje o tym gdzie będą dzieci. Córka sama otworzyła drzwi i wyszła do mnie. Widziałem w jej oczach że jest mocno zaskoczona tym czego oczekuje od niej pozwana a co jest wbrew jej i mojej woli. Pozwana zniosła przyklejonego do niej syna. Wszedłem za drzwi do domu, momentalnie słyszałem nieprzychylne komentarze matki pozwanej w moim kierunku oraz pozwanej żeby drzwi zamykać, zaprosiłem córkę żeby wyszła też. Syna nie poznałem. Nie chciał nawet do mnie podejść, nie tak jak na ostatnim wspólnym spacerze który spędziliśmy we dwoje z uśmiechami na twarzy. Po tym jak pozwana postawiła go na ziemi cofnął się do schodów i zaczął wchodzić do góry. Kolejnym problemem było zamknięcie furtki przez pozwaną przez co nie mogłem wyjść z córką tylko musiałem na nią czekać aż mi otworzy osobiście. Przypomniełem jej że nie zgadzam się na to żeby mnie więcej więziła na ich posesji (Furtka nie ma klamki i jest otwierana na klucz). Postanowiłem nie przedłużać i zabrałem córkę na spacer, tym razem chciała prosto iść na plac zabaw. Nie mogłem jej przekonać po czasie żeby już wrócić do domu. Chciała zostać o wiele dłużej. Długo rozmawialiśmy. Powtarzała niejednokrotnie że chciałaby częściej mnie widzieć i "szkoda że tak krótko".
Z uwagi na fakt że w zeszły weekend zabrałem dzieci do siebie (Widzenie przełożone z 20-21.04.2019 z uwagi na moją chorobę) żeby dzieci nie były 3 weekendów z rzędu u mnie zgodziłem się zabrać jedynie na sobotę i odwieźć o 17. Zabrałem je na spacer nad jezioro, na plac zabaw, na obiad, pojechaliśmy także do dziadków bo pogoda się popsuła.
Komentarze
Prześlij komentarz