Pozwana oznajmiła przez telefon że jedzie z nimi dzisiaj do psychologa, że skończą przed 17 i czy nie spędzę z nimi czasu na zamkniętym placu w ich drodze do domu. Wiedziałem że tam kontakty nie będą swobodne więc zaproponowałem że mogę spędzić z nimi te 2,5h zabierając je do mnie. Umówiliśmy się pod kościołem, gdzie przepakowałem dzieci, córce nawet nie musiałem mówić żeby wsiadła, ta od razu zajęła moje miejsce. Syn ochoczo wychodząc z samochodu do mnie podszedł, zabrałem go i usadziłem w foteliku. Przesiadka odbyła się bardzo sprawnie. Zabrałem dzieci do siebie gdzie starałem się wycisnąć radość z każdej minuty. W grę poszły wszystkie dostępne w ich pokoju zabawki. Syn ochoczo bawił się ze ciuchcią, śmieciarką i strażą pożarną. Córka domkiem dla lalek i misiem. Prosiła też o bajkę. Spełniłem chyba wszystkie ich zachcianki w tym czasie. Trudno było je przekonać żeby się ubrały tak były rozbawione. Córka głośno oznajmiła że nie chce jeszcze wracać. Odwiozłem je tak że dojechaliśmy na miejsce 19:05. Dzień należał do udanych, jak widać gdy pozwana z pewnych względów nie chciała abym się pojawił tego dnia w ich domu i nie było teściów w pobliżu kontakty przebiegły zupełnie inaczej.
Z uwagi na fakt że w zeszły weekend zabrałem dzieci do siebie (Widzenie przełożone z 20-21.04.2019 z uwagi na moją chorobę) żeby dzieci nie były 3 weekendów z rzędu u mnie zgodziłem się zabrać jedynie na sobotę i odwieźć o 17. Zabrałem je na spacer nad jezioro, na plac zabaw, na obiad, pojechaliśmy także do dziadków bo pogoda się popsuła.
Komentarze
Prześlij komentarz