Przyjechałem po pracy (16.12 pociag) pod dom 16.40. Byłem rowerem. M. nie odbierała, pomyślałem ze prawdopodobnie pojechali na angielski, wiec pojechałem na osiedle Tysiąclecia. Dojechałem ok 17.35. Na miejscu parę minut potrzymałem syna i pochodziłem z nim po korytarzu, dawałem mu chrupkę i trzymałem słoiczek z deserem. Po skończonej lekcji córka wybiegła i rzuciła mi się na szyję mówiąc: "tatuś, tatuś, mój kochany tatuś". Pani w recepcji aż skomentowała: "Ale córeczka tatusia". O 18:05 ubrałem synowi kurtkę i zeszliśmy na dół. Odprowadziłem ich do samochodu i pojechali. Wizyta trwała ok 20 minut.
Z uwagi na fakt że w zeszły weekend zabrałem dzieci do siebie (Widzenie przełożone z 20-21.04.2019 z uwagi na moją chorobę) żeby dzieci nie były 3 weekendów z rzędu u mnie zgodziłem się zabrać jedynie na sobotę i odwieźć o 17. Zabrałem je na spacer nad jezioro, na plac zabaw, na obiad, pojechaliśmy także do dziadków bo pogoda się popsuła.
Komentarze
Prześlij komentarz