Przyjechałem jak zwykle pociągiem 16:12 i rowerem z dworca. Po wejściu córka bardzo się ucieszyła na mój widok, Syn widziałem był w kojcu. Zaproponowałem jej spacer bo była piękna pogoda i bardzo ciepło, ponad 20 stopni. Spytałem się czy syn bierze jeszcze antybiotyk to M. odpowiedziała że: "nie, ale bierze inne leki", spytałem czy mogę z nimi iść razem?, "nie". Jak spytałem się córki czy chcę iść na spacer to ucieszyła się bardzo powiedziała że "tak". M. na to że nie ma nigdzie iść bo syna trzeba zaraz kąpać. Nigdy tak wcześnie go nie kąpałem zaraz po przyjściu. Na szczęście córka nalegała żeby iść ze mną na spacer więc poszliśmy. Znaleźliśmy "ostatni kasztan", zabawa z wędrowców z kijem, plac zabaw. Spacer trwał ok 35 minut. Po przyjściu M pretensja że jak mogę ponad godzinę na spacerze być bo syn też istnieje. Pobawiłem się z dwójką, klockami, innymi zabawkami. Dałem synowi mleko i go uśpiłem, potem wykąpałem córkę, zabawa w wannie z wiadrem jak "jaccuzi". Po kąpieli ubieranie kena, zejście na dół i po 19 wyszedłem.
Z uwagi na fakt że w zeszły weekend zabrałem dzieci do siebie (Widzenie przełożone z 20-21.04.2019 z uwagi na moją chorobę) żeby dzieci nie były 3 weekendów z rzędu u mnie zgodziłem się zabrać jedynie na sobotę i odwieźć o 17. Zabrałem je na spacer nad jezioro, na plac zabaw, na obiad, pojechaliśmy także do dziadków bo pogoda się popsuła.
Komentarze
Prześlij komentarz