M poinformowała że zamierza iść z córką na Jasełka wystawiane w pobliskiej szkole i z tego powodu mam skrócić czas spędzany z dzieckiem o 2h i ją na nie przywieźć. Odebrałem córkę po mszy ok 11:30 w kościele i uradowana poszła ze mną do samochodu. Poinformowałem ją że odwiedzimy dzisiaj także moich rodziców na co jeszcze bardziej się ucieszyła. Pojechaliśmy do mnie, zdążyliśmy namalować pracę i już wychodziliśmy do dziadków ok 12:30. Przyjechaliśmy tam, zjedliśmy obiad, pobawiła się chwilę z dziadkiem i babcią i już musieliśmy wychodzić bo na 14:45 miałem ją przywieźć. Wizyta była niezwykle radosna, obfitująca w uśmiechy szczególnie przez to że córka spotkała dziadka pierwszy raz od pół roku. Jednakże nadzwyczaj krótka.
Jestem wykształconym młodym mężczyzną, ojcem 2 dzieci, którego życie zamieniło się w koszmar przez związek z niewłaściwą kobietą. Aktualnie przez chciwość byłej "żony" która oprócz dzieci zabiera mi też ponad 60% wynagrodzenia na alimenty, po opłaceniu mieszkania ledwo starcza mi na życie. Dodam tylko że otrzymuje ona także 500+ a żyje z moimi teściami, więc ma do dyspozycji nie pracując ponad 4200zł, koszty symboliczne a ciągle domaga się więcej. Jakim sposobem żyje sobie wygodnie moim kosztem podczas gdy ja popadam w depresję? Teściowie mają zaprzyjaźnionych adwokatów i lekarzy, razem z nimi zrobiła z moich dzieci bardzo chorowite przypadki choć nie dolega im nic poza powszechnie spotykanymi alergiami. Przez co nie zamierza pracować bo w teorii "musi zajmować się dziećmi". Notorycznie utrudnia mi kontakty z córką i synem. Nie respektuje ona w tym postanowienia co do kontaktów jakie mam prawo odbywać. Sprawa w sądzie toczy się już ponad 2 lata a na razie nie widać ...
Komentarze
Prześlij komentarz