Pojechałem po pracy. Zabrałem dzieci na spacer, w miejsce gdzie jeszcze nie były, cieszyli się oboje. Córka przyznała się że nie była dzisiaj w przedszkolu bo byli razem u pani na rozmowie. Dziwne że akurat w czasie zajęć. Mówiła że Pani pytała o mnie i że wmawiała jej że z tatą jest źle. Przykro się słucha takich zwierzeń bo widać że pozwana usilnie próbuje wpłynąć na córkę żeby zmieniła do mnie nastawienie. Na szczęście córka przyznała że to co tam mówili to nie prawda bo ona tatę kocha i jest ze mną szczęśliwa a jak ją odwożę to jest jej czasami smutno że już musi wracać bo wolała by dłużej.
Jestem wykształconym młodym mężczyzną, ojcem 2 dzieci, którego życie zamieniło się w koszmar przez związek z niewłaściwą kobietą. Aktualnie przez chciwość byłej "żony" która oprócz dzieci zabiera mi też ponad 60% wynagrodzenia na alimenty, po opłaceniu mieszkania ledwo starcza mi na życie. Dodam tylko że otrzymuje ona także 500+ a żyje z moimi teściami, więc ma do dyspozycji nie pracując ponad 4200zł, koszty symboliczne a ciągle domaga się więcej. Jakim sposobem żyje sobie wygodnie moim kosztem podczas gdy ja popadam w depresję? Teściowie mają zaprzyjaźnionych adwokatów i lekarzy, razem z nimi zrobiła z moich dzieci bardzo chorowite przypadki choć nie dolega im nic poza powszechnie spotykanymi alergiami. Przez co nie zamierza pracować bo w teorii "musi zajmować się dziećmi". Notorycznie utrudnia mi kontakty z córką i synem. Nie respektuje ona w tym postanowienia co do kontaktów jakie mam prawo odbywać. Sprawa w sądzie toczy się już ponad 2 lata a na razie nie widać ...
Komentarze
Prześlij komentarz