Przyjechałem po dzieci planowo. Pozwana wyszła wydać foteliki, przełożyłem je do auta. Cofając się do domu zamknęła furtkę. Czekałem przed nią parę minut po czym dzieci wybiegły ochoczo i przywitały się ze mną uśmiechnięte. Zabrałem je do siebie. Spędziliśmy miły dzień, ładnie zjedli obiad i się bawiliśmy. Córka cały czas psikała, musiałem jej wycierać nos. Odwiozłem syna idealnie planowo. Nie chciał wracać do domu więc go musiałem cały czas zajmować rozmową. Posmutniał i mówił że "będzie sam". Tłumaczyłem że nie będzie sam tylko z mamą. Z córką spędziliśmy jeszcze niedzielę. Byliśmy w kościele i na cmentarzu zapalić znicze. Odwiozłem córkę na czas.
Z uwagi na fakt że w zeszły weekend zabrałem dzieci do siebie (Widzenie przełożone z 20-21.04.2019 z uwagi na moją chorobę) żeby dzieci nie były 3 weekendów z rzędu u mnie zgodziłem się zabrać jedynie na sobotę i odwieźć o 17. Zabrałem je na spacer nad jezioro, na plac zabaw, na obiad, pojechaliśmy także do dziadków bo pogoda się popsuła.
Komentarze
Prześlij komentarz