Przyjechałem od razu po pracy 16.12 miałem pociąg. Córka siedziała przed telewizorem, syn był z teściową w kuchni. Podobno syn jest na antybiotyku. Jak się spytałem od kiedy był M. odburknęła, że ciągle jest i jak nie wiem to mam się nie wypowiadać. Odpowiedziałem że właśnie się o to pytam. Spytałem się więc córki czy chce iść na spacer z tatą bo ładne słoneczko było i ciepły dzień, M. od razu przyniosła położyła syna przede mną i powiedziała że dzieci są przeziębiona i nigdzie nie pójdą tylko mają iść do góry. Znowu nie pozwoliła wyjść z domu, córka nie wykazywała objaw żadnego przeziębienia. Córka od razu chciała żebym wziął ja na barana, powiedziałem że w domu nie możemy, Córka w płacz, nie mogła się uspokoić przez dobre 15 minut. Później podczas kąpieli i po wyjściu tuliła mnie z całej siły, mówiła że tatuś jest kochany, spytałem się dlaczego była taka smutna na początku zamiast tak od razu się przytulić, powiedziała że była zmęczona. Zauważyłem w kąpieli kilka guzów na nogach i cienkie różowe kreski. Spytałem się skąd je ma, powiedziała że ją ktoś popisał. Jednak nie wyglądało to jak popisanie tylko bardziej na podrapanie. Wykąpałem i nakarmiłem syna potem córkę. Syn wykazywał oznaki zmęczenia, pomimo trudów udało się nakarmić i zjadł cała kaszkę. W trakcie kąpieli córki M. nalegała że syn musi iść spać i że mam go uśpić. Powiedziałem że dokończę kąpać córkę. Po kąpieli córki zeszliśmy po 19 na dół i się pożegnałem.
Z uwagi na fakt że w zeszły weekend zabrałem dzieci do siebie (Widzenie przełożone z 20-21.04.2019 z uwagi na moją chorobę) żeby dzieci nie były 3 weekendów z rzędu u mnie zgodziłem się zabrać jedynie na sobotę i odwieźć o 17. Zabrałem je na spacer nad jezioro, na plac zabaw, na obiad, pojechaliśmy także do dziadków bo pogoda się popsuła.
Komentarze
Prześlij komentarz