W związku z tym że we wtorki notorycznie nie ma dzieci w domu, córka jeździ na zajęcia dodatkowe, poprosiłem o wyznaczenie innego terminu spotkań. Dostałem tylko odpowiedź że jest chora. Domyślając się że pewnie będzie w domu pojechałem pod dom ok 16:45. Wszedłem do góry z synem, córka leżała faktycznie w łóżku. Spytałem się czy syn może iść na spacer. M. nie zgodziła się bo późno a zaraz musi być kąpany. Chciała żebym poczytał jej książkę. M. powiedziała że dzieci nie mogą być razem bo jedno jest chore. Powiedziałem zatem żeby wykąpała syna bo córka chce żebym jej poczytał. M. nalegała żebym zajął się synem, co było równoznaczne że nie mogę wchodzić do pokoju córki, bo syn nie może tam wchodzić. Gdybym od razu poszedł kąpać syna, do córki mógłbym wejść dopiero jak syn pójdzie spać, więc dopiero na sam koniec widzenia. Przeczytałem więc jej parę bajek, pobawiliśmy się figurkami. Syn przyszedł już z dołu do spania, to dałem mu mleko, inhalacje, położyłem spać. Ułożyłem jeszcze z córką puzle i o 19:04 wyjechałem.
Z uwagi na fakt że w zeszły weekend zabrałem dzieci do siebie (Widzenie przełożone z 20-21.04.2019 z uwagi na moją chorobę) żeby dzieci nie były 3 weekendów z rzędu u mnie zgodziłem się zabrać jedynie na sobotę i odwieźć o 17. Zabrałem je na spacer nad jezioro, na plac zabaw, na obiad, pojechaliśmy także do dziadków bo pogoda się popsuła.
Komentarze
Prześlij komentarz