O 11:38 M napisała maila, że mam być wcześniej żeby zawieźć córkę na angielski. 12:35 odpisałem jej że zwolnię się z pracy wcześniej i przyjadę. Odpowiedziała że przez to że nie odpisałem zawiezie ją teść a w ogóle w związku że nie partycypuje w kosztach tych lekcji zawozić ją będzie ona albo teść a ja nie mam do tego prawa. Przyjechałem więc do nich, byli wszyscy, córka po 20 minutach pojechała z teściem na angielski, więc zajmowałem się synem przez większość spotkania. Na ostatnie minuty wizyty córka wróciła, syn już był wykąpany, nakarmiony, gotowy do snu. Poprosiłem żeby M go uśpiła żebym mógł chociaż na ostatnie minuty pobyć z córką, powiedziała że nie, przyniosła położyła mi syna pod nogi i poszła. Przeprosiłem więc córkę i wytłumaczyłem że chętnie się z nią bym pobawił ale muszę uśpić syna. 18:55 syn zasnął. Ostatnie parę minut ułożyłem z córką puzle. Także widziałem ją dziś łącznie ok pół godziny. Kolejny raz prosiłem M o dodatkowy termin w zamian za wtorki kiedy córki nie ma w domu podczas moich wizyt. Bez odzewu. Zmusza mnie do wybierania jednego z pomiędzy dwójki dzieci z którym będę spędzał moje wizyty ograniczając mi kontakt z drugim.
Z uwagi na fakt że w zeszły weekend zabrałem dzieci do siebie (Widzenie przełożone z 20-21.04.2019 z uwagi na moją chorobę) żeby dzieci nie były 3 weekendów z rzędu u mnie zgodziłem się zabrać jedynie na sobotę i odwieźć o 17. Zabrałem je na spacer nad jezioro, na plac zabaw, na obiad, pojechaliśmy także do dziadków bo pogoda się popsuła.
Komentarze
Prześlij komentarz