M poinformowała że córka ma dziś odwołaną rehabilitację. Domyślam się że nie pojechała tylko z powodu tego że przyjechała do niej siostra z anglii. Po pracy w śniegu ledwo zdążyłem na pociąg. Od dworca droga była nieprzejezdna, prawdopodobnie był jakiś wypadek, jechałem ponad pół godziny. Zajechałem do domu teściów. Wziąłem syna na górę i dawałem znaki córce żeby przyszła. Niestety z uwagi na obecność osób trzecich nie chciała tego zrobić. Na dole była siostra pozwanej z synem, teściowe i pozwana. Widząc ich postawę córka nie chciała przyjść do góry. W końcu przyszła i wydawało się że ma coś do przekazania od towarzystwa z dołu. Nie chciała tego zrobić aż w końcu powiedziała że "nie chce dzisiaj być u góry". Poprosiłem ją tylko żeby się ze mną przywitała, dałem jej buziaka, przytuliłem i powiedziałem że ją kocham. Słysząc moje słowa rozpłakała się. Towarzystwo z dołu zachęcało ją że może z nimi być na dole i nie rozumieli jej reakcji. Było to ewidentnie rozdarcie emocjonalne pomiędzy miłością do ojca który nie jest mile widziany w tamtym domu a koniecznością podporządkowania się domownikom. Bawiłem się z synem, czytałem mu książeczki, itp. Po jakiejś godzinie córka przyszła i przytuliła mnie czule. Dążyła do kontaktu okazując chęć wspólnej zabawy i rozmowy. Chciała żebym jej opowiedział bajkę ale jakąś znaną. Uważnie słuchała opowieści o ogrze podczas gdy karmiłem syna. Usypiałem go wtedy zeszła na bajkę i po 19 się z nią pożegnałem.
Z uwagi na fakt że w zeszły weekend zabrałem dzieci do siebie (Widzenie przełożone z 20-21.04.2019 z uwagi na moją chorobę) żeby dzieci nie były 3 weekendów z rzędu u mnie zgodziłem się zabrać jedynie na sobotę i odwieźć o 17. Zabrałem je na spacer nad jezioro, na plac zabaw, na obiad, pojechaliśmy także do dziadków bo pogoda się popsuła.
Komentarze
Prześlij komentarz