Na wstępie spotkałem M jak podjeżdżała pod dom z synem. Wyjęła wózek i wsadziła syna. Córka w tym czasie wyszła z domu z wózkiem dla lalek i stwierdziła że chce iść w lewo na plac zabaw. Próbowałem wytłumaczyć jej że pójdziemy w prawo trochę do lasu schować się w cieniu bo było mocne słońce, na spacer a w drodze powrotnej odwiedzimy plac zabaw. Patrzyła na M licząc na pozwolenie. Mówiłem jej że na dalszy spacer nie będę miał jak nieść całą drogę jej tego wózka z lalką i jeszcze jej. Uparła się że chce iść z wózkiem. M oczywiście na mnie że nie mam iść do lasu bo taki upał więc tylko na plac zabaw. Za nic tłumaczenie że plac zabaw tonie w słońcu i rozsądniej się trochę przed nim schować. Córka jedynie słuchała M że może iść. Ja się nie godziłem na dyktowanie w jaki sposób mam spędzać z dziećmi czas. M buntowała córkę przeciwko mnie. W końcu stwierdziłem że jak chce z nami iść to idziemy w prawo. Uparcie została przy domu z M. Oddalając się zobaczyłem tylko jak M krzyczy coś w moją stronę. Udałem się z synem na ciekawy spacer po trasie której jeszcze nigdy nie przejechał. Co jakiś czas wyjmowałem go z wózka żeby trochę pochodził, chętnie zaczynał wtedy pchać sam wózek. Zobaczyliśmy stawki, wybieg dla psów, osiedle z placami zabaw, boisko, na koniec odwiedziliśmy plac zabaw i odprowadziłem go na czas.
Z uwagi na fakt że w zeszły weekend zabrałem dzieci do siebie (Widzenie przełożone z 20-21.04.2019 z uwagi na moją chorobę) żeby dzieci nie były 3 weekendów z rzędu u mnie zgodziłem się zabrać jedynie na sobotę i odwieźć o 17. Zabrałem je na spacer nad jezioro, na plac zabaw, na obiad, pojechaliśmy także do dziadków bo pogoda się popsuła.
Komentarze
Prześlij komentarz