Zabrałem dzieci na spacer. Jak przyjechałem to początkowo syn wybiegł z domu bez spodni i kilka minut musiałem poczekać aż mi je pozwana przyniesie. Ta miała do mnie pretensje że przyjechałem do dzieci zamiast do przedszkola na zebranie. Powiedziała że ona się szykuje na zebranie i że mam sam uszykować dzieci w domu, wszedłem jednak nie było tam nigdzie ich ubrań. W końcu po paru minutach wyniosła mi spodnie i bluzy. Poszliśmy na wspaniały dłuższy spacer, w miejsce gdzie jeszcze nigdy wcześniej nie byli. Córka była uradowana. Jechaliśmy z powrotem autobusem i poszliśmy jeszcze na plac zabaw. Część drogi proponowałem jej że ja poniosę na barana. Zgodziła się. Na placu graliśmy w piłkę, potem na huśtawki. Jednak zdziwiłem się że po placu zabaw jak wracaliśmy zapytałem się jej czy jest zmęczona i czy mam ją ponieść powiedziała "nie" i wolała iść sama. Dzieci piły regularnie.
Z uwagi na fakt że w zeszły weekend zabrałem dzieci do siebie (Widzenie przełożone z 20-21.04.2019 z uwagi na moją chorobę) żeby dzieci nie były 3 weekendów z rzędu u mnie zgodziłem się zabrać jedynie na sobotę i odwieźć o 17. Zabrałem je na spacer nad jezioro, na plac zabaw, na obiad, pojechaliśmy także do dziadków bo pogoda się popsuła.
Komentarze
Prześlij komentarz