Przejdź do głównej zawartości

15.09.2018 Sobota

Miałem tego dnia zabrać dzieci do siebie. Niestety już na wstępie spotkałem się z odmową uszykowania dwójki. Syn entuzjastycznie do mnie podbiegł, córka powoli zbliżyła i zobaczyłem że jest coś nie tak. Stwierdziła że ona nie chce. Wyszła pozwana i stojąc metr od niej i ode mnie spytała się "czy chce jechać?" jakby to córka miała o tym decydować. Odpowiedziała że nie weszła do domu po czym pozwana stwierdziła że córka nie jedzie i mam zabrać tylko syna. Nie mogłem zrozumieć o co chodzi. Pozwana oznajmiła że córka mówi że się boi i u mnie płacze i że woli zostać w domu, co było absurdem, biorąc pod uwagę jaka była radosna podczas ostatniej wizyty. Już przypuszczałem że może chodzić o coś innego. Z drzwi wyszła siostra pozwanej. Wtedy wiedziałem że przyjechała ze swoim synem i córka przez nie namawiana była do zostania z ciocią. Uszykowała tylko jeden fotelik, na pytanie o drugi odparła że córka nie jedzie. Odjechałem, dałem jej trochę czasu. Po ponad godzinie spróbowałem jeszcze raz. Przyjechałem i już przejeżdżając koło placu zabaw zobaczyłem że są tam wszyscy. Pozwana, jej siostra, dzieci. Poprosiłem żeby zawołała córkę bo chce z nią chwilę porozmawiać. Nie chciała przyjść, poszedłem do niej wziąłem ją na ręcę przeszedłem z placu na boisko obok, siostra pozwanej momentalnie wzięła syna za mną ruszyła na boisko. Wytłumaczyłem córce że jest teraz jedyna okazja żeby w tym tygodniu mogła do mnie przyjechać, żeby zobaczyć druga babcie, że rozumiem że chce bawić się z kuzynem i będzie to mogła robić jak ją odwiozę. Do tego będzie mogła zdecydować dzisiaj jak będę odwoził syna czy chce z nim zostać czy pojechać do mnie na noc. Córka zgodziła się pojechać. Pozwana podeszła spytała się czy na pewno chce jechać, pokiwała że tak. Pojechaliśmy pod dom, pozwana tym razem dała mi foteliki i zabrałem dzieci. Dzień spędziliśmy na zabawach, syn był w takich emocjach bawiąc się z babcią że nie chciał iść spać według zapewnień pozwanej, i moich 40 minutowych próbach usypiania. Odwiozłem ich na 17 zgodnie z planem, dałem jeszcze córce wybór i obietnice gratyfikacji jeśli by jednak zdecydowała się do mnie przyjechać. Po tym długo się zastanawiała w czasie drogi, jednak stwierdziła, że chce zostać. Powiedziałem że dobrze zgodnie z obietnicą może wybrać, tylko mi będzie trochę smutno. Wypakowałem rzeczy, foteliki. Widziałem że córka usiadła na foteliku przed domem, posmutniała i powiedziała: "Mama, a wiesz... podobało mi się u taty". Jak to usłyszałem serce mi się uradowało.

Następnego dnia rano planowałem do niej pojechać, zobaczyłem jednak zajęcie komornicze na kontach, brak środków na paliwo, pozwana dzwoniła z żądaniem że mam natychmiast do niej przyjechać zając się synem bo córka się przewróciła i ją boli kolano. Powiedziałem czy wie że nie mam nawet środków na paliwo, to stwierdziła że mam rowerem przyjechać. Niestety nie byłem w tak krótkim czasie przejechać takiej odległości. Zaległość wynikała z faktu że od paru miesięcy obowiązywała 5% wyższa kwota od tej którą regularnie wpłacałem a ostanie postanowienie nie wiem dlaczego zmieniło datę "do 10 dnia miesiąca" z wcześniejszego "do 15 dnia miesiąca" kiedy wychodziło zlecenie stałe. Tym zabiegiem straciłem resztkę środków do życia, konta pensja zostały zajęte, jednorazowo łącznie kilka tys a miesięcznie koszty komornicze znacznie przewyższają różnicę w kwotach jakie obowiązywały a jakie wpłacałem, więc z pensji pracodawca pobiera ustawowo maksymalnie ile może, mój dług rośnie i nie mam za co żyć.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Po co to?

Jestem wykształconym młodym mężczyzną, ojcem 2 dzieci, którego życie zamieniło się w koszmar przez związek z niewłaściwą kobietą. Aktualnie przez chciwość byłej "żony" która oprócz dzieci zabiera mi też ponad 60% wynagrodzenia na alimenty, po opłaceniu mieszkania ledwo starcza mi na życie. Dodam tylko że otrzymuje ona także 500+ a żyje z moimi teściami, więc ma do dyspozycji nie pracując ponad 4200zł, koszty symboliczne a ciągle domaga się więcej. Jakim sposobem żyje sobie wygodnie moim kosztem podczas gdy ja popadam w depresję? Teściowie mają zaprzyjaźnionych adwokatów i lekarzy, razem z nimi zrobiła z moich dzieci bardzo chorowite przypadki choć nie dolega im nic poza powszechnie spotykanymi alergiami. Przez co nie zamierza pracować bo w teorii "musi zajmować się dziećmi". Notorycznie utrudnia mi kontakty z córką i synem. Nie respektuje ona w tym postanowienia co do kontaktów jakie mam prawo odbywać. Sprawa w sądzie toczy się już ponad 2 lata a na razie nie widać ...

04.05.2019 Sobota

Z uwagi na fakt że w zeszły weekend zabrałem dzieci do siebie (Widzenie przełożone z 20-21.04.2019 z uwagi na moją chorobę) żeby dzieci nie były 3 weekendów z rzędu u mnie zgodziłem się zabrać jedynie na sobotę i odwieźć o 17. Zabrałem je na spacer nad jezioro, na plac zabaw, na obiad, pojechaliśmy także do dziadków bo pogoda się popsuła.

07.06.2018 Czwartek

M. poinformowała że czeka z dziećmi w przychodni w mieście. Zadzwoniłem do niej bo nie wiedziałem co to oznacza. Córka była zapisana na badanie do lekarza, więc zawróciłem z dworca i pojechałem tam prosto. Byłem wcześniej niż u nich ok 16:20. Zabrałem dzieci na pobliski plac zabaw i na spacer. Potem przyjechała teściowa i zabrała syna do domu. Spędziłem z córką czas, poszliśmy też na chwile na zewnątrz. Po 19:40 wyszedłem.