Miałem tego dnia zabrać dzieci do siebie. Niestety już na wstępie spotkałem się z odmową uszykowania dwójki. Syn entuzjastycznie do mnie podbiegł, córka powoli zbliżyła i zobaczyłem że jest coś nie tak. Stwierdziła że ona nie chce. Wyszła pozwana i stojąc metr od niej i ode mnie spytała się "czy chce jechać?" jakby to córka miała o tym decydować. Odpowiedziała że nie weszła do domu po czym pozwana stwierdziła że córka nie jedzie i mam zabrać tylko syna. Nie mogłem zrozumieć o co chodzi. Pozwana oznajmiła że córka mówi że się boi i u mnie płacze i że woli zostać w domu, co było absurdem, biorąc pod uwagę jaka była radosna podczas ostatniej wizyty. Już przypuszczałem że może chodzić o coś innego. Z drzwi wyszła siostra pozwanej. Wtedy wiedziałem że przyjechała ze swoim synem i córka przez nie namawiana była do zostania z ciocią. Uszykowała tylko jeden fotelik, na pytanie o drugi odparła że córka nie jedzie. Odjechałem, dałem jej trochę czasu. Po ponad godzinie spróbowałem jeszcze raz. Przyjechałem i już przejeżdżając koło placu zabaw zobaczyłem że są tam wszyscy. Pozwana, jej siostra, dzieci. Poprosiłem żeby zawołała córkę bo chce z nią chwilę porozmawiać. Nie chciała przyjść, poszedłem do niej wziąłem ją na ręcę przeszedłem z placu na boisko obok, siostra pozwanej momentalnie wzięła syna za mną ruszyła na boisko. Wytłumaczyłem córce że jest teraz jedyna okazja żeby w tym tygodniu mogła do mnie przyjechać, żeby zobaczyć druga babcie, że rozumiem że chce bawić się z kuzynem i będzie to mogła robić jak ją odwiozę. Do tego będzie mogła zdecydować dzisiaj jak będę odwoził syna czy chce z nim zostać czy pojechać do mnie na noc. Córka zgodziła się pojechać. Pozwana podeszła spytała się czy na pewno chce jechać, pokiwała że tak. Pojechaliśmy pod dom, pozwana tym razem dała mi foteliki i zabrałem dzieci. Dzień spędziliśmy na zabawach, syn był w takich emocjach bawiąc się z babcią że nie chciał iść spać według zapewnień pozwanej, i moich 40 minutowych próbach usypiania. Odwiozłem ich na 17 zgodnie z planem, dałem jeszcze córce wybór i obietnice gratyfikacji jeśli by jednak zdecydowała się do mnie przyjechać. Po tym długo się zastanawiała w czasie drogi, jednak stwierdziła, że chce zostać. Powiedziałem że dobrze zgodnie z obietnicą może wybrać, tylko mi będzie trochę smutno. Wypakowałem rzeczy, foteliki. Widziałem że córka usiadła na foteliku przed domem, posmutniała i powiedziała: "Mama, a wiesz... podobało mi się u taty". Jak to usłyszałem serce mi się uradowało.
Następnego dnia rano planowałem do niej pojechać, zobaczyłem jednak zajęcie komornicze na kontach, brak środków na paliwo, pozwana dzwoniła z żądaniem że mam natychmiast do niej przyjechać zając się synem bo córka się przewróciła i ją boli kolano. Powiedziałem czy wie że nie mam nawet środków na paliwo, to stwierdziła że mam rowerem przyjechać. Niestety nie byłem w tak krótkim czasie przejechać takiej odległości. Zaległość wynikała z faktu że od paru miesięcy obowiązywała 5% wyższa kwota od tej którą regularnie wpłacałem a ostanie postanowienie nie wiem dlaczego zmieniło datę "do 10 dnia miesiąca" z wcześniejszego "do 15 dnia miesiąca" kiedy wychodziło zlecenie stałe. Tym zabiegiem straciłem resztkę środków do życia, konta pensja zostały zajęte, jednorazowo łącznie kilka tys a miesięcznie koszty komornicze znacznie przewyższają różnicę w kwotach jakie obowiązywały a jakie wpłacałem, więc z pensji pracodawca pobiera ustawowo maksymalnie ile może, mój dług rośnie i nie mam za co żyć.
Następnego dnia rano planowałem do niej pojechać, zobaczyłem jednak zajęcie komornicze na kontach, brak środków na paliwo, pozwana dzwoniła z żądaniem że mam natychmiast do niej przyjechać zając się synem bo córka się przewróciła i ją boli kolano. Powiedziałem czy wie że nie mam nawet środków na paliwo, to stwierdziła że mam rowerem przyjechać. Niestety nie byłem w tak krótkim czasie przejechać takiej odległości. Zaległość wynikała z faktu że od paru miesięcy obowiązywała 5% wyższa kwota od tej którą regularnie wpłacałem a ostanie postanowienie nie wiem dlaczego zmieniło datę "do 10 dnia miesiąca" z wcześniejszego "do 15 dnia miesiąca" kiedy wychodziło zlecenie stałe. Tym zabiegiem straciłem resztkę środków do życia, konta pensja zostały zajęte, jednorazowo łącznie kilka tys a miesięcznie koszty komornicze znacznie przewyższają różnicę w kwotach jakie obowiązywały a jakie wpłacałem, więc z pensji pracodawca pobiera ustawowo maksymalnie ile może, mój dług rośnie i nie mam za co żyć.
Komentarze
Prześlij komentarz