Pojechałem do dzieci po pracy, przed domem od frontu stał jak zwykle teść udając że zamiata liście. Widziałem przez szybkie w drzwiach że syn jest szykowany w kurtkę natomiast córka nie. Syn entuzjastycznie krzyczał przez drzwi tata tata, jak się otworzyły od razu do mnie podbiegł. Córka była trzymana za rękę przez pozwaną która oznajmiła że ona nie idzie. Próbowałem się spytać dlaczego, żeby chociaż na chwilę wyszła porozmawiać ze mną na osobności to pozwana się wtrąciła że nie wyjdzie bo jest za zimno. Widząc pozwaną przytrzymującą moja córkę za rękę i teścia który właśnie zamknął mi furtkę przed nosem także nie mogłem wyjść poprosiłem pozwana żeby mi ją otworzyła. Udałem się z synem na krótki spacer i na boisko gdzie pokopaliśmy wspólnie piłkę. Wróciłem po ok 30 minutach to teściu ciągle w tym samym miejscu udawał że grabi liście. Poprosiłem córkę żeby chociaż na chwilę się ubrała bo chciałbym z nią porozmawiać. Nie spodobało się to pozwanej ale widząc że córka jednak chce pozwoliła jej się ubrać. Powiedziałem że nie będziemy nigdzie daleko szli tylko na 10 minut żeby wyszła. Córka wyszła do mnie to wziąłem ja na ręce przytuliłem, zacząłem tylko wychodzić poza furtkę to pozwana zaczęła krzyczeć że czemu kłamie że nie miałem nigdzie iść. Mówię że nigdzie nie idziemy i żeby dała tylko 10 minut. Wyszedłem z nią przed dom bo nie miałem zamiaru rozmawiać w obecności stojącego tam teścia. Opowiedziałem jej o gwiazdach które akurat było widać, o tym że będziemy jeździć w niedzielę na rowerze jak nie będzie padać że już nie mogę się doczekać. Widziałem smutek na twarzy odpowiedziała że mama powiedziała że już roweru nam nie da... Powiedziałem że ją bardzo kocham i że przyjadę w sobotę.
Jestem wykształconym młodym mężczyzną, ojcem 2 dzieci, którego życie zamieniło się w koszmar przez związek z niewłaściwą kobietą. Aktualnie przez chciwość byłej "żony" która oprócz dzieci zabiera mi też ponad 60% wynagrodzenia na alimenty, po opłaceniu mieszkania ledwo starcza mi na życie. Dodam tylko że otrzymuje ona także 500+ a żyje z moimi teściami, więc ma do dyspozycji nie pracując ponad 4200zł, koszty symboliczne a ciągle domaga się więcej. Jakim sposobem żyje sobie wygodnie moim kosztem podczas gdy ja popadam w depresję? Teściowie mają zaprzyjaźnionych adwokatów i lekarzy, razem z nimi zrobiła z moich dzieci bardzo chorowite przypadki choć nie dolega im nic poza powszechnie spotykanymi alergiami. Przez co nie zamierza pracować bo w teorii "musi zajmować się dziećmi". Notorycznie utrudnia mi kontakty z córką i synem. Nie respektuje ona w tym postanowienia co do kontaktów jakie mam prawo odbywać. Sprawa w sądzie toczy się już ponad 2 lata a na razie nie widać ...
Komentarze
Prześlij komentarz