Przejdź do głównej zawartości

30.10.2018

Pojechałem do dzieci po pracy, przed domem od frontu stał jak zwykle teść udając że zamiata liście. Widziałem przez szybkie w drzwiach że syn jest szykowany w kurtkę natomiast córka nie. Syn entuzjastycznie krzyczał przez drzwi tata tata, jak się otworzyły od razu do mnie podbiegł. Córka była trzymana za rękę przez pozwaną która oznajmiła że ona nie idzie. Próbowałem się spytać dlaczego, żeby chociaż na chwilę wyszła porozmawiać ze mną na osobności to pozwana się wtrąciła że nie wyjdzie bo jest za zimno. Widząc pozwaną przytrzymującą moja córkę za rękę i teścia który właśnie zamknął mi furtkę przed nosem także nie mogłem wyjść poprosiłem pozwana żeby mi ją otworzyła. Udałem się z synem na krótki spacer i na boisko gdzie pokopaliśmy wspólnie piłkę. Wróciłem po ok 30 minutach to teściu ciągle w tym samym miejscu udawał że grabi liście. Poprosiłem córkę żeby chociaż na chwilę się ubrała bo chciałbym z nią porozmawiać. Nie spodobało się to pozwanej ale widząc że córka jednak chce pozwoliła jej się ubrać. Powiedziałem że nie będziemy nigdzie daleko szli tylko na 10 minut żeby wyszła. Córka wyszła do mnie to wziąłem ja na ręce przytuliłem, zacząłem tylko wychodzić poza furtkę to pozwana zaczęła krzyczeć że czemu kłamie że nie miałem nigdzie iść. Mówię że nigdzie nie idziemy i żeby dała tylko 10 minut. Wyszedłem z nią przed dom bo nie miałem zamiaru rozmawiać w obecności stojącego tam teścia. Opowiedziałem jej o gwiazdach które akurat było widać, o tym że będziemy jeździć w niedzielę na rowerze jak nie będzie padać że już nie mogę się doczekać. Widziałem smutek na twarzy odpowiedziała że mama powiedziała że już roweru nam nie da... Powiedziałem że ją bardzo kocham i że przyjadę w sobotę.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

04.05.2019 Sobota

Z uwagi na fakt że w zeszły weekend zabrałem dzieci do siebie (Widzenie przełożone z 20-21.04.2019 z uwagi na moją chorobę) żeby dzieci nie były 3 weekendów z rzędu u mnie zgodziłem się zabrać jedynie na sobotę i odwieźć o 17. Zabrałem je na spacer nad jezioro, na plac zabaw, na obiad, pojechaliśmy także do dziadków bo pogoda się popsuła.

09-10.02.2019 Weekend

Przyjechałem po dzieci planowo. Czekałem kilka minut aż pozwana wyszła i powiedziała że za chwilę dzieci wyjdą. Po paru minutach udostępniła mi foteliki które zamontowałem. Dwójka wyszła uradowana. Zabrałem ich do siebie, potem do babci. Odwiozłem syna planowo na 17. Z córką wróciliśmy do mnie. Kolejny dzień również minął z uśmiechami na twarzy. Malowanie, spacer, kościół, plac zabaw. Przygotowałem obiad. Ładnie zjadła. Na koniec oglądała film ale musieliśmy przerwać i odwiozłem ją kilka minut po 17. Mówiła że nie chce jeszcze wracać, że chciałaby zostać dłużej. Córka mówiła że mama się spotyka z innym Panem Tomkiem niż ostatnio "Ona zna dwóch panów Tomków", że byli tam gdzie pracuje w niskim domu. Że Pan Tomek powiedział że ona się boi jeździć do taty i że do mnie zadzwoni. "Mówi co mamy robić". Także widać że nastawiają ją przeciwko mnie.