Przejdź do głównej zawartości

05.12.2018 Środa

Na wstępie pozwana dziwnie zdziwiona że przyjechałem. Poprosiłem aby uszykowała na spacer, spytała się czy syna. Ja sie pytam czy córka może iść, nie bo chora. Zabrałem syna na krótki spacer, na boisko, zapaliłem światła, na chwilę na plac zabaw. Chciał wejść na huśtawkę, więc na chwilę go wsadziłem i bujnąłem kilka razy. W tej samej chwili zauważyłem samochód teścia przyglądającemu się nam przejeżdżającego obok placu zabaw. Nie było zbyt ładnie więc całość spaceru zamknęła się w pół godziny. Wracając zauważyłem też że teść wraca z psem tą samą drogą. Dogonił nas przy furtce, odburknął coś do psa pchając ogrodzenie. Wszedłem za nimi do domu, rozbierając syna słyszałem nieprzychylne komentarze z kuchni teścia do teściowej o tym że wnuk się huśtał na huśtawce w taką pogodę, wielce nad tym wzdychali, pomijając fakt że ani nie padało ani nie było dużego wiatru, a na huśtawce był może pół minuty. Zaprosiłem córkę na piętro aby pokazała mi listy do mikołaja. Chwilę później już na piętrze u córki zjawił się teść, nie wiedząc co powiedzieć spytał się jej czy chce coś do picia. Poszedł na dół, przekazał teściowej żeby zrobiła to picie. Teściowa przekazała pozwanej picie mówiąc że córka chciała. Syn nie był w humorze, już od momentu przyjścia ze spaceru, nie chciał ubrać bamboszy. Pozwana powiedziała że ona mu je założy żeby przyszedł do niej, po czym nawet go nie złapała, także biegał bez aż mu w kuchni teściowa nie założyła. Jak go przynieśli na piętro, gdzie próbowałem ich zainteresować zabawą, po 15 minutach, zaczął wołać pozwaną przy bramce, córka do niego podeszła, powiedziała że brat chce zejść na dół na co teść odburknął że teraz tata się "wami zajmuje". Już nie będę się więcej licytować w tamtym domu kto ma pilnować dzieci w obrębie zamkniętej przegrodami klatki schodowej, po prostu gdy są tam osoby trzecie (głównie teściowie) nie ma tam warunków do swobodnych kontaktów z dziećmi.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

04.05.2019 Sobota

Z uwagi na fakt że w zeszły weekend zabrałem dzieci do siebie (Widzenie przełożone z 20-21.04.2019 z uwagi na moją chorobę) żeby dzieci nie były 3 weekendów z rzędu u mnie zgodziłem się zabrać jedynie na sobotę i odwieźć o 17. Zabrałem je na spacer nad jezioro, na plac zabaw, na obiad, pojechaliśmy także do dziadków bo pogoda się popsuła.

09-10.02.2019 Weekend

Przyjechałem po dzieci planowo. Czekałem kilka minut aż pozwana wyszła i powiedziała że za chwilę dzieci wyjdą. Po paru minutach udostępniła mi foteliki które zamontowałem. Dwójka wyszła uradowana. Zabrałem ich do siebie, potem do babci. Odwiozłem syna planowo na 17. Z córką wróciliśmy do mnie. Kolejny dzień również minął z uśmiechami na twarzy. Malowanie, spacer, kościół, plac zabaw. Przygotowałem obiad. Ładnie zjadła. Na koniec oglądała film ale musieliśmy przerwać i odwiozłem ją kilka minut po 17. Mówiła że nie chce jeszcze wracać, że chciałaby zostać dłużej. Córka mówiła że mama się spotyka z innym Panem Tomkiem niż ostatnio "Ona zna dwóch panów Tomków", że byli tam gdzie pracuje w niskim domu. Że Pan Tomek powiedział że ona się boi jeździć do taty i że do mnie zadzwoni. "Mówi co mamy robić". Także widać że nastawiają ją przeciwko mnie.