Zabrałem córkę na jarmark bożonarodzeniowy. Chciałem zabrać dwójkę ale pozwana napisała że syn jest przeziębiony i że mogę zabrać tylko ją. Jechaliśmy na diabelskim kole, potem jeszcze córka na karuzeli. Była pod wrażeniem liczby światełek i ozdób świątecznych. Spotkała też swojego kolegę z przedszkola na karuzeli. Ogólnie udany wieczór poza tym że ponad godzinę spędziliśmy w stojąc w korku przez co przyjechałem 10 minut po czasie. Pozwana już domagała się w smsie żebym "niezwłocznie odwiózł dziecko do domu". Szkoda słów.
Jestem wykształconym młodym mężczyzną, ojcem 2 dzieci, którego życie zamieniło się w koszmar przez związek z niewłaściwą kobietą. Aktualnie przez chciwość byłej "żony" która oprócz dzieci zabiera mi też ponad 60% wynagrodzenia na alimenty, po opłaceniu mieszkania ledwo starcza mi na życie. Dodam tylko że otrzymuje ona także 500+ a żyje z moimi teściami, więc ma do dyspozycji nie pracując ponad 4200zł, koszty symboliczne a ciągle domaga się więcej. Jakim sposobem żyje sobie wygodnie moim kosztem podczas gdy ja popadam w depresję? Teściowie mają zaprzyjaźnionych adwokatów i lekarzy, razem z nimi zrobiła z moich dzieci bardzo chorowite przypadki choć nie dolega im nic poza powszechnie spotykanymi alergiami. Przez co nie zamierza pracować bo w teorii "musi zajmować się dziećmi". Notorycznie utrudnia mi kontakty z córką i synem. Nie respektuje ona w tym postanowienia co do kontaktów jakie mam prawo odbywać. Sprawa w sądzie toczy się już ponad 2 lata a na razie nie widać ...
Komentarze
Prześlij komentarz