Przyjechałem do dzieci. Drzwi zostały mi otwarte gdzie uszykowałem obydwu w przedpokoju. Ubrałem im kołnierze, czapki, rękawiczki, puchowe kurtki. Wyszliśmy. Gdy byliśmy jakieś 50 metrów od domu słychać było krzyki wybiegającej matki pozwanej. Kazała otworzyć furtkę ojcu pozwanej. Wołała głośno dzieci żeby wróciły. Awantura o to że córka nie miała ubranego polaru pod kurtką. Po pierwsze na tą pogodę i czas jaki planowałem spędzić z nimi córka była dobrze ubrana, polar by nie zaszkodził, pewnie by wróciła spocona od biegania jak zwykle ale nie trzeba było tak reagować że dzieci wystraszone pobiegły od razu do matki pozwanej, po czym usłyszały od niej jaki to tatuś jest "nieodpowiedzialny". Poczekałem aż wyjdą ponownie i poszliśmy na krótki spacer. Bawiliśmy się w szukanie kanałów, dzieci bardzo zainteresował temat różnych ich kształtów. Było ładnie, brak chmur, duży księżyc. Dzieci były pogodne, dużo skakały. Nie chciały jeszcze wracać.
Jestem wykształconym młodym mężczyzną, ojcem 2 dzieci, którego życie zamieniło się w koszmar przez związek z niewłaściwą kobietą. Aktualnie przez chciwość byłej "żony" która oprócz dzieci zabiera mi też ponad 60% wynagrodzenia na alimenty, po opłaceniu mieszkania ledwo starcza mi na życie. Dodam tylko że otrzymuje ona także 500+ a żyje z moimi teściami, więc ma do dyspozycji nie pracując ponad 4200zł, koszty symboliczne a ciągle domaga się więcej. Jakim sposobem żyje sobie wygodnie moim kosztem podczas gdy ja popadam w depresję? Teściowie mają zaprzyjaźnionych adwokatów i lekarzy, razem z nimi zrobiła z moich dzieci bardzo chorowite przypadki choć nie dolega im nic poza powszechnie spotykanymi alergiami. Przez co nie zamierza pracować bo w teorii "musi zajmować się dziećmi". Notorycznie utrudnia mi kontakty z córką i synem. Nie respektuje ona w tym postanowienia co do kontaktów jakie mam prawo odbywać. Sprawa w sądzie toczy się już ponad 2 lata a na razie nie widać ...
Komentarze
Prześlij komentarz