Przyjechałem do dzieci. Drzwi zostały mi otwarte gdzie uszykowałem obydwu w przedpokoju. Ubrałem im kołnierze, czapki, rękawiczki, puchowe kurtki. Wyszliśmy. Gdy byliśmy jakieś 50 metrów od domu słychać było krzyki wybiegającej matki pozwanej. Kazała otworzyć furtkę ojcu pozwanej. Wołała głośno dzieci żeby wróciły. Awantura o to że córka nie miała ubranego polaru pod kurtką. Po pierwsze na tą pogodę i czas jaki planowałem spędzić z nimi córka była dobrze ubrana, polar by nie zaszkodził, pewnie by wróciła spocona od biegania jak zwykle ale nie trzeba było tak reagować że dzieci wystraszone pobiegły od razu do matki pozwanej, po czym usłyszały od niej jaki to tatuś jest "nieodpowiedzialny". Poczekałem aż wyjdą ponownie i poszliśmy na krótki spacer. Bawiliśmy się w szukanie kanałów, dzieci bardzo zainteresował temat różnych ich kształtów. Było ładnie, brak chmur, duży księżyc. Dzieci były pogodne, dużo skakały. Nie chciały jeszcze wracać.
Z uwagi na fakt że w zeszły weekend zabrałem dzieci do siebie (Widzenie przełożone z 20-21.04.2019 z uwagi na moją chorobę) żeby dzieci nie były 3 weekendów z rzędu u mnie zgodziłem się zabrać jedynie na sobotę i odwieźć o 17. Zabrałem je na spacer nad jezioro, na plac zabaw, na obiad, pojechaliśmy także do dziadków bo pogoda się popsuła.
Komentarze
Prześlij komentarz