Zabrałem dzieci planowo do siebie. Ojciec pozwanej otworzył mi samochód z którego przełożyłem foteliki do swojego, następnie pozwana wyszła wręczyła 3 torby dzieci, zaniosłem je do auta. Dzieci wyszły uradowane, przywitałem się z nimi, zaprowadziłem do samochodu. Spędziliśmy dzień na zabawie, poszliśmy na sanki, spadł pierwszy śnieg. Potem zjedliśmy obiad, bawiliśmy się w domu razem z babcią. Odwiozłem syna, córka w tym czasie słuchała jak babcia czyta jej bajki, nawet nie zauważyła że mnie chwilę nie było. Wróciliśmy do mnie, czytałem jej bajkę na dobranoc. Kolejnego dnia poszliśmy do kościoła, również na sanki ale jak wracaliśmy to śnieg już się topił, więc to był ostatni moment żeby ją trochę pociągnąć. Odwiozłem córkę planowo na 17. Pozwana miała pretensje o podobno jakąś pustą puszkę w rzeczach syna którą znalazła jak go odwoziłem. Dzwoniłem po tym do mamy żeby spytać czy wie coś na ten temat i faktycznie potwierdziła że w przedpokoju przy drzwiach miała uszykowane odpady do segregacji i zniknęła tam jedna puszka.
Jestem wykształconym młodym mężczyzną, ojcem 2 dzieci, którego życie zamieniło się w koszmar przez związek z niewłaściwą kobietą. Aktualnie przez chciwość byłej "żony" która oprócz dzieci zabiera mi też ponad 60% wynagrodzenia na alimenty, po opłaceniu mieszkania ledwo starcza mi na życie. Dodam tylko że otrzymuje ona także 500+ a żyje z moimi teściami, więc ma do dyspozycji nie pracując ponad 4200zł, koszty symboliczne a ciągle domaga się więcej. Jakim sposobem żyje sobie wygodnie moim kosztem podczas gdy ja popadam w depresję? Teściowie mają zaprzyjaźnionych adwokatów i lekarzy, razem z nimi zrobiła z moich dzieci bardzo chorowite przypadki choć nie dolega im nic poza powszechnie spotykanymi alergiami. Przez co nie zamierza pracować bo w teorii "musi zajmować się dziećmi". Notorycznie utrudnia mi kontakty z córką i synem. Nie respektuje ona w tym postanowienia co do kontaktów jakie mam prawo odbywać. Sprawa w sądzie toczy się już ponad 2 lata a na razie nie widać ...
Komentarze
Prześlij komentarz