Przyjechałem po dzieci planowo. Dzień wcześniej prosiłem żeby uszykowała też strój córki na basen. Padał deszcz, czekałem aż ktoś wyjdzie. Pozwana wyszła udostępnić mi foteliki przełożyłem je do mojego auta. Po paru minutach córka wyszła ochoczo, podeszła pod furtkę niestety zamkniętą, przywitała się ze mną. W tym czasie pozwana zawołała ją z powrotem do domu bo sama nie była jeszcze ubrana. Po jakimś czasie wyszła z rzeczami córki i powiedziała że syn nie chce jechać i że jak chce to mam wejść go sam ubrać, wypuściła córkę, torby wsadziłem do auta, córka wsiadła na fotelik, przypiąłem ją pasami. Powiedziałem że tylko pójdę spróbować ubrać brata, wszedłem do domu i się zaczęła awantura. Syn w salonie obściskiwał się z matką pozwanej. Poprosiłem żeby przyniosła go do drzwi. Syn już wtedy okazywał rozgrymaszenie. Gdy podeszli wziąłem do na ręce przytuliłem, próbowałem ubrać. Syn zaczął płakać. Przybiegła matka pozwanej krzycząc że nie zgadza się aby wnuk był "brany siłą". Co było absurdem. Pozwana w żaden sposób nie pomagała tylko zamknęła drzwi do przedsionka i zaczęła nagrywać mnie i syna nie chcącego się ubrać. Powiedziałem że jej matka przyszła zrobiła awanturę i zamknąłem jej futerał od telefonu. Wtedy zaczęła krzyczeć żeby matka dzwoniła po policję. Ta przybiegła i zaczęły mnie pchać do ściany, pozwana widziałem że próbowała mnie uwięzić w domu i zamknąć drzwi na klucz (podobnie jak to już było w przeszłości gdzie zamykano mi furtkę na klucz i nie pozwalano wyjść z posesji). Powiedziałem że chce tylko wyjść i próbowałem otworzyć drzwi, niestety obie siłą zagradzały mi drogę szarpiąc mnie. Gdy udało mi się wydostać w domu wybiegły na ulicę krzycząc "ratunku", pozwana pobiegła momentalnie po córkę do mojego samochodu i zabrała ją krzycząc i strasząc mimo że dziecko chciało ze mną jechać. Biedne dzieci nie wiedziały co się dzieje. Córka widząc krzyczącą matkę i babcie zaczęła też płakać. Wbiegły do domu, zamykając furtkę. Foteliki i rzeczy córki zostały w samochodzie. Próbowałem dzwonić żeby chociaż wypuścili córkę ale ani nie podchodziły do drzwi ani nie odbierały telefonu. Pozwana swój wyłączyła. W międzyczasie przyjechał ojciec pozwanej. Zadzwoniłem na policję gdzie dowiedziałem się że patrol został już wezwany. Czekałem na przyjazd patrolu gdzie złożyłem zeznania. Następnie policja weszła do domu i przesłuchała drugą stronę. Policjanci powiedzieli że widzieli nagranie i potwierdzają zdarzenie które opisałem. Tłumaczyli że oni nic nie mogą zrobić, nie są stroną i jedynie zrobią notatkę. Do radiowozu podszedł ojciec pozwanej domagając się wydania fotelików. Odniosłem foteliki pod dom. Niestety po raz kolejny osoby trzecie ingerują w swobodę kontaktów. Pozwana pozwana decydować 2 latkowi czy chce się ubrać czy nie. Jeśli nie chcę wykorzystuję to przeciwko mnie i nie stara się nawet ubrać dziecka. Insynuują awantury, krzyki, straszą dzieci. Pomawiają mnie i nastawiają dzieci przeciwko mnie.
Jestem wykształconym młodym mężczyzną, ojcem 2 dzieci, którego życie zamieniło się w koszmar przez związek z niewłaściwą kobietą. Aktualnie przez chciwość byłej "żony" która oprócz dzieci zabiera mi też ponad 60% wynagrodzenia na alimenty, po opłaceniu mieszkania ledwo starcza mi na życie. Dodam tylko że otrzymuje ona także 500+ a żyje z moimi teściami, więc ma do dyspozycji nie pracując ponad 4200zł, koszty symboliczne a ciągle domaga się więcej. Jakim sposobem żyje sobie wygodnie moim kosztem podczas gdy ja popadam w depresję? Teściowie mają zaprzyjaźnionych adwokatów i lekarzy, razem z nimi zrobiła z moich dzieci bardzo chorowite przypadki choć nie dolega im nic poza powszechnie spotykanymi alergiami. Przez co nie zamierza pracować bo w teorii "musi zajmować się dziećmi". Notorycznie utrudnia mi kontakty z córką i synem. Nie respektuje ona w tym postanowienia co do kontaktów jakie mam prawo odbywać. Sprawa w sądzie toczy się już ponad 2 lata a na razie nie widać ...
Komentarze
Prześlij komentarz