Z uwagi na to że w sobotę 06.04 normalnie pracowałem, pojechałem po dzieci w niedzielę. Zapakowałem ustawione przed domem foteliki i wózek, dzieci ochoczo wybiegły z domu i rzuciły mi się na szyję. Z uśmiechami na twarzy wsiadły do samochodu, syna posadziłem. Udaliśmy się na spacer, boisko, pograliśmy piłką, następnie do kościoła. Tam spotkaliśmy dziadków. Po kościele na obiad i zabawy w ogrodzie. Oboje ładnie zjedli obiad. Syn nie chciał spać, nie wykazywał nawet oznak zmęczenia. Nie chcieli wracać, nie chcieli przerwać zabaw przed domem. Dopiero po odwiezieniu na 17 po podejściu pod furtkę jak podeszła do niego pozwana zmieniło się jego zachowanie, zrobił smutną minę, uklęknął na kamyczkach przed płotem. Córka od razu weszła do domu. Pożegnałem się i odjechałem.
Z uwagi na fakt że w zeszły weekend zabrałem dzieci do siebie (Widzenie przełożone z 20-21.04.2019 z uwagi na moją chorobę) żeby dzieci nie były 3 weekendów z rzędu u mnie zgodziłem się zabrać jedynie na sobotę i odwieźć o 17. Zabrałem je na spacer nad jezioro, na plac zabaw, na obiad, pojechaliśmy także do dziadków bo pogoda się popsuła.
Komentarze
Prześlij komentarz