Z uwagi na to że w sobotę 06.04 normalnie pracowałem, pojechałem po dzieci w niedzielę. Zapakowałem ustawione przed domem foteliki i wózek, dzieci ochoczo wybiegły z domu i rzuciły mi się na szyję. Z uśmiechami na twarzy wsiadły do samochodu, syna posadziłem. Udaliśmy się na spacer, boisko, pograliśmy piłką, następnie do kościoła. Tam spotkaliśmy dziadków. Po kościele na obiad i zabawy w ogrodzie. Oboje ładnie zjedli obiad. Syn nie chciał spać, nie wykazywał nawet oznak zmęczenia. Nie chcieli wracać, nie chcieli przerwać zabaw przed domem. Dopiero po odwiezieniu na 17 po podejściu pod furtkę jak podeszła do niego pozwana zmieniło się jego zachowanie, zrobił smutną minę, uklęknął na kamyczkach przed płotem. Córka od razu weszła do domu. Pożegnałem się i odjechałem.
Jestem wykształconym młodym mężczyzną, ojcem 2 dzieci, którego życie zamieniło się w koszmar przez związek z niewłaściwą kobietą. Aktualnie przez chciwość byłej "żony" która oprócz dzieci zabiera mi też ponad 60% wynagrodzenia na alimenty, po opłaceniu mieszkania ledwo starcza mi na życie. Dodam tylko że otrzymuje ona także 500+ a żyje z moimi teściami, więc ma do dyspozycji nie pracując ponad 4200zł, koszty symboliczne a ciągle domaga się więcej. Jakim sposobem żyje sobie wygodnie moim kosztem podczas gdy ja popadam w depresję? Teściowie mają zaprzyjaźnionych adwokatów i lekarzy, razem z nimi zrobiła z moich dzieci bardzo chorowite przypadki choć nie dolega im nic poza powszechnie spotykanymi alergiami. Przez co nie zamierza pracować bo w teorii "musi zajmować się dziećmi". Notorycznie utrudnia mi kontakty z córką i synem. Nie respektuje ona w tym postanowienia co do kontaktów jakie mam prawo odbywać. Sprawa w sądzie toczy się już ponad 2 lata a na razie nie widać ...
Komentarze
Prześlij komentarz