Pierwszy weekend po powrocie dzieci z nad morza. Spędzony bardzo aktywnie z przerwami na odpoczynek. Pogoda dopisała, z jeziora nie chciały wyjść. Nauka pływania nabiera tempa. Nie zapomniane chwile również z dziadkami. Na informację że już czas i trzeba jechać do mamy syn się rozpłakał. Nie chciał wracać do domu. Pozwanej nie było w domu przy odprowadzaniu syna. Tu zaznaczę tylko że nie było to pierwszy raz że jej nie ma jak odprowadzam dzieci i odbierają je dziadkowie ale o parę minut spóźnienia potrafiła robić awantury. Drugi dzień spędzony z nastawieniem na córkę, aktywności typowe dla jej zainteresowań, oprócz kościoła, konie, pływanie, spacer z dziadkiem i pieskami. Również nie chciała wracać. Zadzwoniłem do pozwanej i poprosiłem o dodatkowy czas żebym mógł przywieźć ją później. Prosiłem o 2h, zgodziła się na 1,5h. Odwiozłem 1h 40min. Dla córki i tak to było za krótko. Mówiła że nie może się doczekać kolejnego dnia ze mną.
Z uwagi na fakt że w zeszły weekend zabrałem dzieci do siebie (Widzenie przełożone z 20-21.04.2019 z uwagi na moją chorobę) żeby dzieci nie były 3 weekendów z rzędu u mnie zgodziłem się zabrać jedynie na sobotę i odwieźć o 17. Zabrałem je na spacer nad jezioro, na plac zabaw, na obiad, pojechaliśmy także do dziadków bo pogoda się popsuła.
Komentarze
Prześlij komentarz