Pierwszy weekend po powrocie dzieci z nad morza. Spędzony bardzo aktywnie z przerwami na odpoczynek. Pogoda dopisała, z jeziora nie chciały wyjść. Nauka pływania nabiera tempa. Nie zapomniane chwile również z dziadkami. Na informację że już czas i trzeba jechać do mamy syn się rozpłakał. Nie chciał wracać do domu. Pozwanej nie było w domu przy odprowadzaniu syna. Tu zaznaczę tylko że nie było to pierwszy raz że jej nie ma jak odprowadzam dzieci i odbierają je dziadkowie ale o parę minut spóźnienia potrafiła robić awantury. Drugi dzień spędzony z nastawieniem na córkę, aktywności typowe dla jej zainteresowań, oprócz kościoła, konie, pływanie, spacer z dziadkiem i pieskami. Również nie chciała wracać. Zadzwoniłem do pozwanej i poprosiłem o dodatkowy czas żebym mógł przywieźć ją później. Prosiłem o 2h, zgodziła się na 1,5h. Odwiozłem 1h 40min. Dla córki i tak to było za krótko. Mówiła że nie może się doczekać kolejnego dnia ze mną.
Jestem wykształconym młodym mężczyzną, ojcem 2 dzieci, którego życie zamieniło się w koszmar przez związek z niewłaściwą kobietą. Aktualnie przez chciwość byłej "żony" która oprócz dzieci zabiera mi też ponad 60% wynagrodzenia na alimenty, po opłaceniu mieszkania ledwo starcza mi na życie. Dodam tylko że otrzymuje ona także 500+ a żyje z moimi teściami, więc ma do dyspozycji nie pracując ponad 4200zł, koszty symboliczne a ciągle domaga się więcej. Jakim sposobem żyje sobie wygodnie moim kosztem podczas gdy ja popadam w depresję? Teściowie mają zaprzyjaźnionych adwokatów i lekarzy, razem z nimi zrobiła z moich dzieci bardzo chorowite przypadki choć nie dolega im nic poza powszechnie spotykanymi alergiami. Przez co nie zamierza pracować bo w teorii "musi zajmować się dziećmi". Notorycznie utrudnia mi kontakty z córką i synem. Nie respektuje ona w tym postanowienia co do kontaktów jakie mam prawo odbywać. Sprawa w sądzie toczy się już ponad 2 lata a na razie nie widać ...
Komentarze
Prześlij komentarz