Zadzwoniłem do pozwanej czy mogę być trochę wcześniej, powiedziała ze właśnie wracają i będą. Bylem 16.20. Na co pozwana oznajmiła ze mam poczekać 15 minut bo córka odrabia teraz lekcje. Spytałem się czy nie może tego zrobić jak wrócimy. Po 5 minutach stwierdziłem ze spytam się czy chociaż syna nie wypuści jeśli ten chce wyjść, także zadzwoniłem domofonem ponownie. Po kolejnych 10 minutach oboje wyszli. Widocznie jak córka zobaczyła ze syn się ubiera to też chciała. Rzucili mi się na szyję ze prawie się przewróciłem. Czekaliśmy jeszcze parę minut aż pozwana poda plecaczek. Poszliśmy na spacer pełen uśmiechu, nie kończących się pytań o otaczający świat. Syn kilkukrotnie chciał siku i ładnie zrobił z moją pomocą. Za 3 razem nie zawołał i pomoczył trochę majtki. Resztę się udało ale musieliśmy przez to wracać. Odprowadziłem na 18.10. Żadne z nich nie chciało wracać. Wytłumaczyłem ze w ten weekend spędzimy go całego u mnie. Ogolnie udany dzień. Dzieci dawno nie były tak ochoczo radosne.
Jestem wykształconym młodym mężczyzną, ojcem 2 dzieci, którego życie zamieniło się w koszmar przez związek z niewłaściwą kobietą. Aktualnie przez chciwość byłej "żony" która oprócz dzieci zabiera mi też ponad 60% wynagrodzenia na alimenty, po opłaceniu mieszkania ledwo starcza mi na życie. Dodam tylko że otrzymuje ona także 500+ a żyje z moimi teściami, więc ma do dyspozycji nie pracując ponad 4200zł, koszty symboliczne a ciągle domaga się więcej. Jakim sposobem żyje sobie wygodnie moim kosztem podczas gdy ja popadam w depresję? Teściowie mają zaprzyjaźnionych adwokatów i lekarzy, razem z nimi zrobiła z moich dzieci bardzo chorowite przypadki choć nie dolega im nic poza powszechnie spotykanymi alergiami. Przez co nie zamierza pracować bo w teorii "musi zajmować się dziećmi". Notorycznie utrudnia mi kontakty z córką i synem. Nie respektuje ona w tym postanowienia co do kontaktów jakie mam prawo odbywać. Sprawa w sądzie toczy się już ponad 2 lata a na razie nie widać ...
Komentarze
Prześlij komentarz